Stało się. Sanatorium Miłości to nowy hit Telewizji Polskiej. Pierwsze wyniki oglądalności wskazują, że średnio 3,73 mln widzów śledzi losy seniorów szukających drugiej połówki. Ciekawy format, innowacyjność, czy mocne sprofilowanie w stronę grupy docelowej widzów TVP (choć z drugiej strony na tyle interesujące, że z ciekawości oglądają to też młodsi) i osób do tej pory oglądających Rolnik szuka żony, to tylko jedne z powodów sukcesu. Jednak jak zawsze w takim wypadku sukces budzi wątpliwości.
Połączenie reality show z dokumentem to przede wszystkim w pełni polska produkcja. To znaczy, że nie powstała na podstawie gotowego zagranicznego formatu (choć i z tym były wątpliwości, bo znaleźli się doszukujący czegoś podobnego na zachodzie). Jednak większą aferą okazały się być doniesienia o jednej z uczestniczek.
Widzowie bardzo szybko zidentyfikowali Panią Wiesię z jej rolami epizodycznymi w innych programach i stacjach telewizyjnych. Tylko w ciągu kilku dni od jej pojawieniu się w Sanatorium Miłości Internauci widzieli ją w Nieoczekiwanej zmianie Polsat Cafe (co ciekawe ze swoim partnerem, co o poszukującej miłości dobrze nie świadczy) oraz Gliniarzach Polsatu. Wniosek od razu się nasuwający? Ten program jest ustawiony.
To znaczy podobnie jak w wielu programach matrymonialnych konkurencji (i to z młodszymi ludźmi) pojawiają się uczestnicy, którym zależy na sławie i pojawieniu się na ekranie telewizora, a nie na najważniejszym celu show, czyli znalezieniu miłości. Doszło aż do tego, że główna zainteresowana musiała prostować plotki na ten temat.
Przyznała, że jest aktorką, epizodystką dorabiającą w taki sposób do emerytury. To jednak nie prawda, że kłamie, bo do Sanatorium Miłości zgłosiła się z potrzeby serca. Natomiast TVP w komunikacie dodało, że uczestniczka spełniła podstawowe kryterium, gdyż w momencie zgłaszania była samotną kobietą w wieku powyżej 60 lat.
I tak choć trudno nie wierzyć w tłumaczenia i dobrą wolę obu stron, wątpliwości pozostają. W końcu dość nagminną praktyką w wielu programach telewizyjnych jest użycie osoby, która ma jakieś zdolności aktorskie. Głównie po to, by grupę rozruszać i wprowadzać dodatkowe zamieszanie (w tym przypadku też być może dodatkowo zwiększyć zainteresowanie programem wśród widzów, którzy kilku pierwszych odcinków nie widzieli). Biorąc pod uwagę jednak to co dzieje się w najróżniejszych stacjach, wszystko jest możliwe i nic nie powinno już nas dziwić.

