Wprost, czyli tygodnik wydawany od 1982 roku, może kojarzyć się z traktowaniem dziennikarstwa na poważnie. No właśnie może, bo dziś chwilę poświęcę ich małej, ale jednak wpadce.
Już od jakiegoś czasu wiem, że żyjemy w dobie społeczeństwa polegającego w znacznej mierze na Internecie. No bo, po co prosić kogoś o komentarz i dowiadywać się u źródła, skoro można coś znaleźć w sieci i po kłopocie. Takie podejście prowadzi niestety do szybkiego rozprzestrzeniania się fake news i z drugiej strony degradacji znaczenia zawodu dziennikarza.
Dziennikarz powinien być przecież nie tylko dociekliwy, ale kierować się w swojej pracy warsztatem. Jeśli bierze za to pieniądze publikując artykuł np. w prasie, powinien sprawdzić swoje informacje, ba wziąć odpowiedzialność za inną osobę, która dany tekst wykańcza (może to przecież być jakiś stażysta lub ktoś kto wpisze dany rekord w Google i twierdzi, że wykonał swoją pracę należycie).
I tak przechodzimy do mini-wpadki „Wprost”. Postanowiono tam przygotować artykuł o popularnym w Internecie serialu Roberta Górskiego „Uchu Prezesa”. Przedstawiono w nim aktorów grających w tej produkcji. Był więc krótki opis, ich rola i zdjęcia (to znaczy fotografia w serialu i na co dzień).
Wszystko więc na pierwszy rzut oka przygotowano profesjonalnie, poza jednym szczegółem, zdjęciem aktorki Anny Smołowik. Zamiast niej w artykule pojawiła się inna aktorka Barbara Garstka. Na szczęście obie Panie przyjęły całe zamieszanie z uśmiechem. Pierwsza podziękowała za komplementy i poprosiła by dać jej znać gdy potrzebne będzie prawdziwe zdjęcie, a druga również podziękowała za to, że podpisano ją innym nazwiskiem.
W gruncie rzeczy można się domyślić jak do tego doszło. Ktoś wpisał sobie imię i nazwisko aktorki w wyszukiwarkę zdjęć lub posiadane repozytorium. Pierwsze wypadło akurat te, więc bez sprawdzania puścił do publikacji. Potem też nikt tego nie zweryfikował, bo przecież aktorki są do siebie trochę podobne. No tylko czy nie można było skontaktować się z Panią Anną i napisać jej, że powstaje taki artykuł i potrzebują aktualnego zdjęcia? Albo poprosić kogoś innego o jeszcze jedno sprawdzenie również zdjęć, a nie tylko błędów językowych? No, ale cóż liczył się pewnie szybki czas publikacji.

