Już w ten weekend zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich w Wiśle. Kolejny tydzień należeć zaś będzie do Zakopanego, gdzie odbędzie się jeden konkurs indywidualny i jeden drużynowy. Niedawno zakończony Turniej Czterech Skoczni okazał się ogromnym sukcesem naszych reprezentantów. Dlatego teraz TVP już może liczyć na świetną widownię swoich transmisji.
Można powiedzieć, że łaska kibica na pstrym koniu jeździ. Nagle świetne wyniki skoczków sprawiły, że oglądalność tej dyscypliny znowu poszła w górę, a Polacy znów są ekspertami od tej dyscypliny. To potencjalnie ile mamy takich kibiców sukcesu w skokach?
Poprzedni rok był dla naszych skoczków narciarskich trudny. W końcu obyło się bez jakichkolwiek większych sukcesów. Odbiło się to także na zwykle naprawdę popularnym Turnieju Czterech Skoczni. Rok temu jego średnia oglądalność wyniosła 3,73 mln widzów (w 2015 4,55 mln). Ostatni konkurs w Bischofshofen zgromadził zaś 3,84 mln (jeszcze rok wcześniej 5,35 mln). Teraz wyniki są zgoła odmienne. Cały turniej oglądało średnio 4,73 mln, a decydujący konkurs aż 6,91 mln.
Czyli czysta matematyka wskazuje na milion dodatkowych widzów tylko dlatego, że zawodnicy lepiej skakali. Ba gdy wszystkie media informowały o szansie jaka stała przed naszymi skoczkami, kibiców sukcesu (czyli takich którzy normalnie sportem pewnie się nie interesują) było aż 3,07 mln!
To naprawdę ciekawa statystyka (warto zastanowić się ilu takich kibiców jest w innych dyscyplinach) jednak szacowana na podstawie wyników oglądalności, a przecież są i Ci, którzy zdecydowali się obejrzeć zawody np. w Internecie. Jednak warto zauważyć, że skoki narciarskie cały czas są jedną z najpopularniejszych dyscyplin sportowych w naszym kraju. Wszystko ze względu na dostępność transmisji w Telewizji Polskiej, a nie stacjach kodowanych. Do tego kiedyś tradycją było oglądanie skoków podczas rodzinnego obiadu.
Skoki po prostu świetnie się ogląda (no chyba, że wszystkim kręci wiatr i niejasne stają się doliczane i odejmowane punkty) i temu nikt nie zaprzeczy. Tym samym chciałbym wierzyć, że nie byli to kibice sukcesu, a Ci uśpieni, którzy na chwilę znaleźli sobie inną rozrywkę. Bo przecież kibic jest z zawodnikiem na dobre i na złe.

