Czym co roku emocjonują się prawdziwy telemaniacy? Oczywiście pojedynkiem największych stacji telewizyjnych na imprezy sylwestrowe. Imprezy, na których transmisji mimo wszystko nie da się zarobić, ale są po prostu prestiżowe. Walka trwa więc od lat, a wszyscy pracownicy poszczególnych stacji, potem przez kilkanaście godzin nie mogą się doczekać wyników oglądalności.
Oglądalność dopiero pokazuje kto wygrał w tym pojedynku. Przeważnie jest to bardzo wyrównana walka TVP2, Polsatu i TVNu. Ba zdarzyło się, że biorąc pod uwagę różne kategorie wiekowe, zliczanie kilku programów tematycznych, na których też prezentowano Sylwester, zwycięzców mieliśmy kilku. Ale chyba nie w tym roku.
Nie pamiętam po prostu Sylwestra, w którym jedna stacja już na starcie miałaby taką przewagę. Mowa oczywiście o TVP i pokerowym zagraniu Jacka Kurskiego ze sprowadzeniem autora największego przeboju w tym roku, do Polski. Luis Fonsi i jego Despacito nucili prawie wszyscy. Cały świat chciał go u siebie, a on wybiera Zakopane na jakieś dwa tygodnie przed imprezą (podobno za 450 tysięcy i po zaangażowaniu sponsora firmy Lotos)!
Jeśli dodamy do tego wcześniejszą największą gwiazdę (Sławomira) i inną legendę disco-polo, Zenka Martyniuka, powstaje Sylwester, który powinien przyciągnąć przed telewizory największą liczbę ludzi.
Ogólnie zaproszenie Fonsiego to istny nokaut Sylwestrowy. Przecież w tak krótkim czasie i z już przygotowanym budżetem, stacje komercyjne mogą mieć duży problem z odpowiedzią i znalezieniem równie wielkiej gwiazdy. Polsat musi więc pokładać nadzieję m.in. w Alvaro Solerze i zespołowi Boys. Natomiast TVNowi zostały głównie polskie gwiazdy. Wydaje mi się jednak, że jakby nie liczyć oglądalności i nawet dodać osoby nie lubiące TVP, Dwójka już tego Sylwestra wygrała.

