Wciąż pamiętam słowa prezesa Netflixa, który powiedział, że śmierć telewizji (tej jaką znamy obecnie) nastąpi w 2030 roku. To właśnie Netflix i podobne mu serwisy streamingowe mają spowodować koniec pewnej ery w świecie mediów. Choć tak naprawdę już widać pewne zmiany, chociażby ze względu na budżety i jakość niektórych Internetowych produkcji.
Sam wpis chciałem jednak poświęcić innej kwestii. Wszystko bowiem wskazuje na to, że telewizja sama się poddaje i pozwala wręcz na swoją szybszą „śmierć”. Wystarczy spojrzeć na to jakie spoty coraz bardziej rządzą w przerwach reklamowych.
U nas w ostatnim czasie jedną z częściej pojawiających się reklam jest ta serwisu streamingowego ShowMax. W końcu pojawiają się w nim znani aktorzy i reżyser (zresztą spot działa skoro serwis przyciągnął dwa razy więcej użytkowników pierwszego dnia niż Netflix). Jednak biorąc pod uwagę trend światowy, to tylko wierzchołek góry lodowej.
Z raportu firmy monitorującej brytyjskie media (Thinkbox) wynika, że to właśnie serwisy streamingowe są największymi klientami reklam w telewizji w Wielkiej Brytanii. Tylko w 2016 roku przeznaczyły one na reklamy 639 mln funtów (o 12 mln funtów więcej niż sektor spożywczy). Najwięcej wydał Amazon. Ich 34,3 mln funtów pozwoliły na promowanie m.in. nowego programu twórców „Top Gear”, którzy przecież przeszli z telewizji tradycyjnej do Internetowej.
Wszystko wskazuje więc na to, że doszło do swoistego absurdu. Tradycyjna telewizja zupełnie nieświadoma zagrożenia i uważająca, że nadal ma bardzo silną pozycję, tworzy na swoich barkach potwora, który doprowadzi do jej śmierci. W skrócie wiadomo, że telewizja musi zarabiać, ale dlaczego pozwalać przy okazji wzmacniać się konkurencji. Zaraz natomiast może być już za późno. A wtedy sytuacja się odwróci i to telewizja będzie musiała się reklamować w serwisach streamingowych by przyciągnąć widzów z powrotem.

