W 2004 roku w amerykańskiej telewizji NBC zadebiutował nowy reality show. „The Apprentice” (lub jak kto woli „Praktykant”) okazał się szansą dla zwykłych ludzi na zostanie rekinami biznesu. To tu Donald Trump wypowiadał swoje słynne „Jesteś zwolniony” (w oryginale „You’re fired”) i decydował kto po wykonaniu serii zadań otrzyma dobrze płatną pracę.
Trump aż przez 14 edycji był nie tylko producentem, ale i prowadzącym całe show (do tego dochodziły jeszcze specjalne edycje z celebrytami). Jednak angażując się w kampanię prezydencką, musiał z tego stanowiska zrezygnować (lub jak kto woli jego zaangażowanie polityczne nie podobało się szefom stacji). Tym samym jego miejsce zajął były gubernator Kalifornii, słynny aktor Arnold Schwarzenegger.
Dlaczego o tym wspominam? Bo obaj Panowie właśnie wplątali się w ciekawą pyskówkę słowną, której powodem jest, jakby miało być inaczej w telewizji, oglądalność, a raczej jej spadek.
Ostatnio prezydent Trump wziął udział w śniadaniu modlitewnym w Waszyngtonie. Mógł się modlić w rożnych intencjach, ale z jego przemówienia wielu zapamięta modlitwę właśnie o Schwarzeneggera.
„Zatrudnili na moje miejsce wielką, wielką gwiazdę filmową, Arnolda Schwarzeneggera i wiemy, jak to się skończyło. Oglądalność spadła na łeb na szyję. … Chcę, jeśli możemy, po prostu pomodlić się za Arnolda, za te słupki oglądalności”.
Na odpowiedź „Terminatora” nie trzeba było długo czekać. W filmiku na portalu społecznościowym stwierdził, że skoro Trump jest takim ekspertem od oglądalności, to niech zamienią się rolami. Prezydent mógłby wrócić do telewizji i poprawić oglądalność, a Arnold zostałby przywódcą USA (oczywiście dla dobra mieszkańców tego kraju). Zaś manager aktora dodał, że Trump powinien bardziej obawiać się swoimi słupkami poparcia (najniższymi dla obejmującego władze prezydenta), a nie ich oglądalnością.
Choć z naszej perspektywy taka wymiana zdań może wydawać się na zabawną, to nie sposób nie zauważyć nieścisłości w słowach obecnego prezydenta USA. Oglądalność programu „The Apprentice Celebrity” rzeczywiście spada, ale nie musi to być w całości wina Schwarzeneggera.
W końcu jeśli przyjrzeć się słupkom oglądalności, to te spadają już od dłuższego czasu (jeszcze gdy program prowadził Trump). Pierwsza edycja gromadziła średnio 20,7 mln widzów, zaś już dziesiąta 4,7 mln. Finał pierwszej edycji z gwiazdami 12,1 mln, a ostatniej 6,1 mln. Schwarzenegger ma natomiast obecnie średnio 4,16 mln widzów (choć rzeczywiście ostatnie wydanie z celebrytami miało 7,6 mln oglądających).
Bardziej wskazuje więc to na zmęczenie widzów tak długo emitowanym formatem lub po prostu problem z wyborem prawdziwych gwiazd, chętnych do udziału w takim przedsięwzięciu. Niektórzy wskazują też na większa konkurencję ze strony transmisji sportowych (o tej samej porze), a do tego wszystkiego należy dodać zmieniające się czasy i po prostu inny sposób oglądania telewizji.
Jeśli jednak Trump modli się o oglądalność, to jak bardzo modlić się powinny niektóre nasze stacje telewizyjne i programy. Choć u nas wystarczy przecież zamiast tego przygotować coś związanego z disco-polo, a słupki od razu, w magiczny sposób, pójdą w górę.

