Nowy rok oznacza wprowadzenie ostatecznych rozwiązań nowelizacji Ustawy o radiofonii i telewizji, w sprawie polskich piosenek w stacjach radiowych. Nie zmienia się to, że 33% utworów musi być w języku polskim, lecz ich ilość w godzinach 5-24.
Od kilkunastu dni ustawowe minimum polskich piosenek w ciągu dnia to 60% (podczas gdy w poprzednich latach było to przejściowe 40 i 50%). Co to oznacza dla słuchacza? Przede wszystkim więcej utworów w naszym ojczystym języku. Sam pomysł takiej regulacji wydaje się słuszny. Zmotywowano go problemem wypełniania dotychczasowych minimów, w godzinach nocnych, czyli wtedy gdy nikt o zdrowych zmysłach nie słucha radia. Wyglądało to w taki sposób, że do 5 rano nadawano tylko polskie piosenki, a potem w ciągu dnia można było „puszczać” największe światowe hity. 60% może jednak budzić pewne wątpliwości.
Z jednej strony wiele osób powie, że to za dużo. Poza tym pozwala to na większa zarobki ZAIKSu, zrzeszającego naszych wykonawców. Z drugiej pokazuje, że opłaca się śpiewać i tworzyć po Polsku. Problem ma za to duża liczba np. artystów muzyki elektronicznej, gdyż za ojczyste utwory uznaje się tylko te, które mają tekst. Oprócz tego istnieją furtki pozwalające na przynajmniej częściowe obejście limitu przez radia. Podwójnie naliczane są bowiem piosenki premierowe (które powstały o zgrozo w ciągu ostatnich 1,5 roku) i zaśpiewane przez artystów, którzy stawiają swoje pierwsze profesjonalne kroki na scenie (też 1,5 roku od debiutu).
Wystarczy więc emitować utwory najnowsze i od młodych artystów, żeby znowu przeważały piosenki z zachodu. Trzeba jednak pomyśleć o tym, czy tak dobrze trzyma się nasza branża muzyczna. Mamy czasy, w których złotą płytę otrzymuje się, za jedynie 15 tysięcy sprzedanych albumów. Nowi artyści pojawiają się albo za pomocą talent show (i śpiewają to co wytwórnia im nakaże), albo Internetu. Dużo zespołów woli zostać w tzw. undergroundzie. Widząc to należy się zastanowić co radio ma emitować. Znane i lubiane przeboje sprzed lat, gdy nasza muzyka reprezentowała coś więcej? Pewnie tak, ale ile razy można słuchać to samo?. Dlatego takie zasady otwierają szansę właśnie młodym, zupełnie nieznanym artystom, którzy mogą wykorzystać swoją szansę (przynajmniej przez 1,5 roku).
W tym momencie muszę przypomnieć o jednej sprawie. Te zasady dotyczą stacji nadających na polskiej koncesji. Oznacza to, że nie muszą ich przestrzegać nadawcy Internetowi i ci, którzy swój radiowy biznes rozkręcili zagranicą. Może istnieć więc obawa, że jakaś część słuchaczy, która zupełnie nie trawi współczesnej polskiej muzyki, nie zrezygnuje z tradycyjnego analogowego radia na rzecz Internetu. Poza tym obecnie można tworzyć własne listy piosenek, własne radia i słuchać tego co chcemy, a nie tego co narzuca nam radio. Cały pomysł jest więc krokiem w dobrą stronę, bo eliminuje np. piosenkarzy z naszego kraju śpiewających po angielsku i wspiera rodzimą twórczość, ale w pewnych przypadkach dyskryminuje muzykę instrumentalną, a także jednak artystów zagranicznych, bo teraz to oni zajmą pewnie w całości 5 pierwszych godzin, każdego dnia.
