W Serbii teraz im to lotto

Kto z nas nie marzył o wielkiej wygranej? Szczególnie takiej, którą otrzymuje się bez względu na posiadane umiejętności, czy dotychczasowy stan portfela. Wystarczy przecież skreślić sześć cyfr (dla bardziej leniwych i mniej kreatywnych jest nawet opcja chybił-trafił) wpłacić co najmniej 3 zł i ściskać swój kupon podczas losowania na żywo w telewizji.

Złaknionych łatwych pieniędzy Polaków nie obchodzi nie tylko rachunek nieprawdopodobieństwa (szansa na trafienie szóstki 1 do 13983816), ale i argumenty sceptyków widzących w Lotto jedną wielką mistyfikację. Niektórzy próbują już od 1957 roku, a pozostaje im duma w tym ile różnych obiektów wsparli ze swoich przegranych, ale przecież żeby wygrać trzeba grać.

W historii tej gry słyszeliśmy już o różnych pomyłkach. U nas najpopularniejsze było losowanie podczas którego wszystkie kulki wypadły z maszyny losującej, a wyniki z tego dnia podano już poza anteną telewizji oraz to gdy pominięto cyfrę 15 (wylosowano 21 cyfr zamiast 20). Poza tym mieliśmy kontrowersje gdy zniknęła wesoła Komisja Kontroli Gier i Zakładów. Za granicą bywało jednak o wiele bardziej ciekawie. Np. w Bułgarii dwa razy pod rząd wylosowaną tę samą szóstkę, a w Danii komputer policzył każdemu wyższą wygraną. To znaczy gdybyśmy ustrzelili szóstkę wręczono by nam pieniądze należne za siódemkę! Niby śmiesznie, ale mina ponad 20 ludzi którzy zamiast obiecanych 170 tysięcy koron otrzymało 2,1 tysiąca musiała być wymowna. Nic jednak pewnie nie przebije ostatniego serbskiego skandalu.

Był 28 lipca i trwała transmisja z losowania na serbskiej Jedynce. Pierwsze trzy liczby jak zwykle, czyli wylosowane i zaprezentowane na grafice ekranowej. Jednak gdy z maszyny wyszła cyfra 27 widzowie na swoich teleodbiornikach zauważyli 21. Przez chwilę wydawało się, że to jedynie mały błąd techniczny, który realizator postanowił naprawić dodając 27 po 21. W taki sposób po czterech kulkach znaliśmy jednak już pięć, bo po kilkunastu sekundach 21 zostało wybrane przez maszynę.

Przypadek, nie sądzę. Szczególnie, że do oszustwa pośrednio przyznał się szef serbskiego Lotto rezygnując ze swojego stanowiska. Podobno honorowo bo był to zwyczajny błąd techniczny (może i był, ale chyba taki, że maszyna nieposłusznie wylosowała najpierw 27, a potem 21, czyli nie tak jak chcieli tego organizatorzy). Obecnie sprawę bada lokalna policja, która zarekwirowała cały sprzęt i przesłuchuje świadków zdarzenia, czyli osoby bezpośrednio zaangażowane w losowanie.

Jak w takim razie po czymś takim przejść do porządku dziennego i zaufać polskiemu oddziałowi Lotto? Serbska sprawa pewnie przygaśnie, u nas maszyny do losowania są inne, a żadnych oszustw nie udowodniono. Problem w tym, że to tylko woda na młyn dla teorii, iż amerykańskie maszyny obliczają najbardziej korzystne finansowo wyniki. Jednak gdy dowiemy się, że czeka na nas kilkanaście milionów złotych pewnie znowu spróbujemy swojego szczęścia.