4 kwietnia 2016 godzina 20:10. Przed telewizorami z włączonym Polsatem zasiada blisko 1,5 mln Polaków. Nic dziwnego w końcu zaczyna się prawdziwy megahit. Pierwsza projekcja filmu „Wilk z Wall Street” w otwartej telewizji. Wszystkim nie przeszkadza nawet przedłużenie 3 godzinnego filmu o 50 minut. Ważne, że można zobaczyć wreszcie tę wyjątkową produkcję.
Reszta to już historia i to historia dość nieprzyjemna dla włodarzy Polsatu. Już podczas emisji Internet zalewają ciekawe screeny i hejterskie komentarze. Do Polski wróciła cenzura, albo przynajmniej cenzura filmowa. Z „Wilka z Wall Street” usunięto kilka scen (głównie te z narkotykami w tle) oraz co wielu zabolało, dość mało profesjonalnie zamazano piersi aktorek.
Pierwsze komentarze szły w kierunku zbyt wczesnej godziny emisji. No bo wiadomo, że gdzieś tam na straży stoi Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji i pewnie obawiano się kary. Tak naprawdę jednak powód takiej cenzury był o wiele bardziej prozaiczny. Polsat właśnie taką wersję zakupił (być może troszkę oszczędzając) od polskiego dystrybutora tej produkcji (nie wiadomo nawet czy ktoś ze stacji przed tym zakupem ocenzurowany film obejrzał).
Dlaczego piszę jednak o tym akurat teraz? Otóż okazuje się, że wtedy pokrzywdzeni telewidzowie mogą wreszcie zatriumfować. W sobotę dojdzie bowiem do niecodziennej sytuacji. Jeden i ten sam film ma drugą premierę w bezpłatnej telewizji. Polsat twierdzi, że teraz ma już właściwą wersję „Wilka z Wall Street” i bez problemu ją pokaże.
Pół roku minęło i wreszcie będzie można zobaczyć ten film w pełnej okazałości. Pozostaje tylko jeden mały problem. Będzie to projekcja dla nocnych marków (oraz ewentualnie osób, którzy to wszystko sobie nagrają). „Wilk z Wall Street” pojawi się w paśmie o 23:15. Czyli znając możliwości reklamowe Polsatu gdzieś przed trzecią się zakończy. Otwarte pozostawiam pytanie czy warto czekać? Owszem film ciekawy, ale do tego czasu to już pewnie większość zainteresowanych i zniesmaczonych cenzurą obejrzała tę produkcję już np. w wypożyczalniach VoD.

