Jeszcze trzy dni temu pisałem, że zainteresowanie programem „Wesołowska i mediatorzy” pomimo pory emisji (20:50) jest nikłe. Wtedy była już decyzja o pozostawieniu dwóch z trzech odcinków w tygodniu, ale ich oglądalność sprawiła, że już teraz znika on z anteny TVN. W sumie czuje pewną osobistą satysfakcję skoro przewidziałem pojawienie się „Wesołowskiej i mediatorów” w paśmie paradokumentalnym (dokładnie w TVN7 o 16), jednak mimo to ostatnia działalność władz stacji jest co najmniej zastanawiająca.
Po pierwsze już wiadomo, że „Wesołowską i mediatorów” zastąpi kolejny serial paradokumentalny. „Ten moment” ma się spodobać widzom dlatego, bo w poniedziałki i wtorki o 20:50 pokazywać będzie historie ludzi, którzy dotychczas się nie znali, a połączyły ich dopiero przedstawione historie. Już pominę to, że brzmi to mało przekonująco, ale nie zastanawia was skąd wziął się ten serial? Przecież musiał wcześniej powstać. Czyli albo jest to coś co zaczęto przygotowywać niedawno (widząc klapę mediatorów), było w planach na zimę (gdy TVN chce zaskoczyć nowościami), albo zwyczajnie było za słabe i tak jak niektóre utwory w płytach muzycznych, nie mieściło się na pierwotnej „playliście”. Do nowego serialu należy dodać jeszcze kwestię, że paradokumenty o takiej porze antenowej rzadko się sprawdzają (w zasadzie tylko wyspecjalizowane o policji, czy szkole, a nie ogólne).
Po drugie „Rozmowy w toku”. Talk-show Ewy Drzyzgi ma już 15 lat, a na rocznicę został jeszcze bardziej zmarginalizowany. Być może ktoś chce się go pozbyć uzasadniając swoją decyzję słabą oglądalnością. „Rozmowy w toku” zaczynały swoją emisję przed 18, w 2007 roku zostały przeniesione z 17:15 na 16:20 (po to by zrobić miejsce nomen-omen „Sędzi Annie Marii Wesołowskiej”), teraz jednak widzowie chcący go obejrzeć będą musieli włączyć telewizor o 14:25. Ważniejsze znowu mają być paradokumenty („Szkoła” 15:25 i „Ukryta prawda” 16:25) oraz nowy serial „Singielka” (17:25). Jeszcze na wiosnę o 16 „Rozmowy w toku” miały 1,4 mln widzów (prawie dwa razy więcej jak mediatorzy o 20:50), natomiast o 14:25 trudno wyobrazić sobie taki wynik (szczególnie gdy pomyślicie ile znacie osób, które o tej porze w tygodniu pracy siedzą przed telewizorem).
Po trzecie oglądalność. Nie ma co owijać w bawełną Polacy coraz częściej rezygnują z TVNu. „Żony Hollywood” mają o 25% widzów mniej (dokładnie o 300 tysięcy), „Kto poślubi mojego syna” 800 tysięcy widzów mniej (nawet przeniesienie na wcześniejszą godzinę spowodował minimalny spadek o 3 tysiące), wreszcie „Aż po sufit” (czyli najprawdopodobniej najbliższa ofiara tej ramówki) ma 900 tysięcy widzów mniej niż wcześniej w tym samym czasie nadawane „Prawo Agaty”. Co więcej „Aż po sufit” w ciągu zaledwie trzech odcinków stracił prawie 1/3 widowni (około 500 tysięcy).
Nie chcę wytykać nikogo palcami, ale dziwnym trafem wszystkie obecne problemy rozpoczęły się w momencie gdy stację przejęli Amerykanie ze Scripps Networks Interactive. Takie zmiany ramówek i usuwanie seriali w trakcie sezonu bardzo kojarzy mi się z Amerykańską telewizją. Brakuje już w zasadzie sytuacji gdy zostanie nam pokazany tylko odcinek pilotażowy jakiegoś programu, po którym stacja zdecyduje czy opłaca się produkować kolejne części. Po raz kolejny powiem więc, że najgorsze co można robić to właśnie te nerwowe ruchy. Przecież widzowie już czują się zagubieni i nie wiedzą co zobaczą, o której godzinie, którego dnia.
