Od zawsze zastanawia mnie sprawa premier w telewizji. Mam tutaj na myśli szerokie stosowanie tego pojęcia. Biorąc pod uwagę znaczenie tego słowa jest to „pierwszy publiczny pokaz sztuki teatralnej, opery filmu itp.”. Jednak jeśli chodzi o telewizję wygląda to inaczej.
Najpierw mamy więc premierę kinową. Kiedy po raz pierwszy widzowie w kraju mogą dany film zobaczyć. Potem jest premiera na płytach DVD i Blu-ray. Następnie premiera w telewizji kodowanej (często mówi się o ofercie premium). Po czym premierę ma dany film w telewizji otwartej (bezpłatnej). A czasami jest jeszcze ciekawiej, bo premierą oznacza się także pokazanie go po raz pierwszy w danej telewizji, jeśli wcześniej prawa do niego miała inna stacja. I tak dochodzimy do niekończącego się cyklu premier.
W sporcie jest niewiele gorzej. Pisałem już o Polsacie Sport News, ale właśnie główny Polsat Sport był pierwszym miejscem gdzie słowo premiera zaczęło się pojawiać. Dotyczyło to wydarzeń, do których stacja miała prawa, ale ze względu na kolidowanie ich z inną transmisją pojawiało się później (oczywiście z dopiskiem premiera pod logiem). Wielu żartowało (i do tej pory tak mówi), że to nie premiera, a powtórka, jednak przy takim podpisie zainteresowanie widzów byłoby mniejsze. Pamiętam, że jeszcze inne podejście miał Sportklub, który tego typu powtórkę sygnował napisem „Exclusive”. Wzmacniając informację o wyłączności na to wydarzenie. Jednak czy jest to właściwe postępowanie trudno powiedzieć. W końcu jak nazwać inaczej np. mecz, którego wynik znaleźliśmy już w Internecie.
Ostatnio siebie przechodzi jednak Telewizja Puls. Rozumiem samą ideę chwalenia się „premierami”, ale momentami jest to czyste oszukiwanie widzów. Mam na myśli wiele filmów, albo sprawę seriali, które już pokazywała konkurencja. O ile kłopotem nie jest dla mnie „Walka o bagaż”, którą pokazywało płatne Discovery, to wmawianie mi, że premierą był pokaz np. „Skazani na Shawshank” już było wyjątkowo niewłaściwe. Obecnie przykładem jest chociażby serial „Mała Brytania”, który przecież był już emitowany na TVP2.
Może po prostu nie rozumiem co zmienia napis premiera. Może tylko dla mnie jest to rodzaj oszustwa, ale mogę po prostu z włodarzami różnych stacji się nie zgadzać. Znam osoby, dla których premiera jest nawet wtedy gdy zobaczymy napis „Stereo”, więc może to do nich adresowany jest ten sprytny zabieg włodarzy stacji. Bądźmy więc wobec siebie uczciwi. Dlatego najbardziej uczciwy byłby brak jakiegokolwiek napisu, który wypośrodkowałby premierę i powtórkę. Telewidzowie naprawdę pamiętają czy coś widzieli lub nie. A nie trzeba im tworzyć jakiejś wyimaginowanej rzeczywistości. Bo powtórek niestety w naszej telewizji zawsze nie brakuje.
