Żarty się skończyły. Prawo autorskie wchodzi na poważnie do Internetu. To już nie piosenki, czy filmy, a zwykłe artykuły mają być chronione tak jak nigdy dotąd. Wszystko za sprawą pomysłu Komisji Europejskiej. Tyle, że dlatego ten podatek od linkowania jest tak skomplikowany.
Początkowo Komisja Europejska chciała wprowadzić powszechny podatek od linkowania w wyszukiwarkach Internetowych. Z tego się jednak wycofała i stanęło na zmianach , które głównie wprowadzą chaos i problemy dla portali Internetowych i blogerów.
Założenie jest takie, że skoro coraz większa część treści np. z prasy przeniosła się do Internetu, to łatwiej ją skopiować, albo dodać omówienie i link do nich. A to jednak wciąż teksty autorskie, dziennikarskie, chronione prawem autorskim. No i w praktyce po wejściu takiego prawa wydawcy będą mogli żądać pieniędzy od autorów aplikacji, innych stron Internetowych, czy blogerów, którzy stworzą omówienie takiego artykułu i dołączą do niego link!
Sprawa tak jak pisałem skomplikowana i budząca spore kontrowersje. No bo mówimy o czymś co do tej pory naprawdę komuś się nie śniło. Wydawało się, że Internet to przestrzeń niezależna. Coś gdzie ważna jest netykieta, a nie decyzje Komisji Europejskiej. Teraz ktoś chce wpływać na treści znajdujące się w sieci, co zwyczajnie wielu może się nie spodobać.
Ja rozumiem sytuację, w której ktoś permanentnie kopiuje całe teksty chronione prawem autorskim. Rozumiem też zarabianie na tym, że agregujemy treści z innych portali, zwiększając ruch u siebie. Ale omówienia? Ba prawo idzie jeszcze dalej, bo słyszymy o udostępnianiu np. linków na Twitterze, jako w tym wypadku nielegalne!
Nad tym wszystkim należy się więc sporo zastanowić. Może jeszcze Komisja Europejska zmieni zdanie. Mówimy przecież o sytuacji, w której treści mogą pochodzić tylko od wielkich podmiotów, wielkich wydawców i eliminacji tych małych, np. blogerów. A taki brak pluralizmu nikomu dobrze nie zrobi.

