Jak z 5 spaść na 14? Czyli jeszcze raz o Eurowizji

Wczoraj rozpętała się Internetowa burza. A wszystko za sprawą oficjalnie dostępnych wyników głosowania z tegorocznego konkursu Eurowizji. Szybka matematyka pokazała, że biorąc pod uwagę głosy tylko widzów Polska zajęłaby 5, a nie 14 miejsce. Ja już po ostudzeniu zapałów postanowiłem o tym napisać.

Po pierwsze w 2009 roku zmieniono zasady głosowania na Eurowizji. W większości państw na ostateczny wynik składa się w 50% głosowanie widzów, a w drugich 50 jury danego kraju. Jury ogląda próbę dzień przed konkursem kiedy to każdy z pięciu członków oceniających w danym kraju wypełnia swoimi punktami kartę. Później punkty całej piątki są uśredniane i wychodzi ihc całkowity wynik, który później złączony jest z smsami i telefonami telewidzów.

Jak nie trudno się domyślać, prezentacja pokazująca kobiece piersi nie uzyskała wystarczającej aprobaty ze strony profesjonalnych jury, które najwidoczniej nie zrozumiało ironii jaka z piosenki płynęła. W takim wypadku nie pomogły więc nawet lawinowo zsyłane głosy w krajach gdzie istnieje duża Polonia.

Łącznie licząc tylko głosowanie sms i telefoniczne mielibyśmy 164 punkty, wygrywając w takich krajach jak Norwegia, Wielka Brytania, Irlandia, Ukraina. Drugie miejsce zajęlibyśmy w Holandii i Islandii, a trzecie w Austrii, Białorusi i we Włoszech. Duża część tych punktów nie była liczona ze względu na słabą ocenę jury. W Wielkiej Brytanii, Holandii i Irlandii zostaliśmy ocenieni najgorzej, w Austrii na przedostatnim, w Norwegii według panelu jurorskiego byliśmy na 19, Islandii na 18, a na Ukrainie i w Białorusi na 8.

Trzeba jednak zdecydowanie się uspokoić. Dlaczego? Po pierwsze każdy wcześniej wiedział o tych zasadach i nie są one nowością. Po drugie miały one powstrzymać przed głosowaniem politycznym na swoich sąsiadów i pomagać m.in. Polsce, którą jak często powtarzamy nikt nie lubi. Tym samym szansa na dobry wynik nie jest już wtedy gdy pokarzemy coś co będzie znane i spodoba się widzom, ale także coś co będzie reprezentowało przyzwoity poziom muzyczny. Tak zrobiła w tym roku Holandia i zajęła 2 miejsce. Pomyślmy też, że gdyby tego typu zasady działały wcześniej mielibyśmy znacznie lepsze wyniki np. Justyny Steczkowskiej, czy Anny Marii-Jopek.

Druga kwestia to to, że nie tylko my w tym roku straciliśmy. Jest masa różnych przykładów państw, które albo zostały znacznie lepiej ocenione przez sędziów, albo telewidzów. Belgia głosuje na Armenię, a co z tego skoro jury daje tej piosence ostatnie miejsce. W Estonii Rosja powinna zdobyć 10 punktów (ale według jurorów jest przedostatnia). W Macedonii Szwajcaria w głosowaniu telefonicznym jest 4, a jury daje jej ostatnie miejsce. Podobne są przypadki Grecji w Niemczech, Szwajcarii na Węgrzech, Rosji i Białorusi na Łotwie, Rosji i Rumunii w Czarnogórze, Grecji w Rumunii, czy Rosji w Danii.

A odwrotnie jest jeśli uznalibyśmy tylko głosy jurorów. Tutaj wypadlibyśmy już bardzo słabo, a w czołówce pojawiłaby się Malta (zupełnie niedoceniana przez widzów w Macedonii, Irlandii, Francji, Armenii, czy Białorusi), a także Azerbejdżan, który na więcej głosów powinien liczyć w Łotwie, Grecji, Islandii, Estonii, na Węgrzech, czy Malcie. Ogólnie mówiąc nigdy nie zostanie stworzony system, który każdego zadowoli. A my też nie przyznaliśmy głosów zwycięskiej Austrii (jeden z jurorów dał jej nawet 24 miejsce).

Podkreślić muszę też błąd jaki pojawił się w niektórych artykułach dziennikarskich. Turcja rzeczywiście wycofała się z konkursu (choć w przyszłym roku ma wrócić), ale sposób głosowania nie ma związku z automatycznym awansem 5 założycieli Eurowizji (co sugerował Super Express). A są też inne niepochlebne teksty nawiązujące do bojkotu konkursu, który po raz pierwszy przez dłuższy czas miał w naszym kraju lepszą prasę. Być może dlatego, że liczono na zwycięstwo. Tylko nie wiem na jakiej podstawie, skoro w półfinale jak się okazało mieliśmy 8 miejsce (10 awansowało), a u bukmacherów szczytem miało być dla nas miejsce 17. W takim wypadku 14 jest i tak ogromnym sukcesem, z którego trzeba się cieszyć. Choć rzeczywiście szkoda Polonii, która wydała pieniądze na smsy i telefony. Chociażby za to przynajmniej jedna 12 nam się należała. Warto dlatego porządnie przygotować się za rok.