Czy Internet musi być wszędzie? Odpowiedź dały rekiny!

Pamiętacie zapewne omawiany przeze mnie program telewizyjny, w którym gwiazdy atakowane są przez rekiny. Ta kolejna ukryta kamera wydawała się bardzo zabawna, ale musiała nie spodobać się krwiożerczym zwierzętom. W odwecie postanowiły odgryźć światłowodowy kabel dostarczający Internet!

No dobra, pewnie obie sprawy nie miały ze sobą związku, ale jednak należy zauważyć że kabel znajdujący się na dnie oceanu został po prostu przegryziony ponad tydzień temu, a atak jednego z rekinów na Internet uwieczniono nawet na filmiku dostępnym na Youtube. Pierwsze co przyszło mi na myśl w związku z tym wydarzeniem było pytanie, czy to przypadkiem nie ten sam kabel światłowodowy z powodu którego w zasadzie tylko Polska nie mogła zobaczyć ceremonii otwarcia mistrzostw świata w piłce nożnej, ale potem przyszła inna refleksja.

Czy Internet musi być dostępny wszędzie? Do tego oczywiście cały czas się dąży. To znaczy w krajach rozwiniętych powiększamy ilość punktów (hotspotów) z bezpłatnym lub płatnym dostępem do sieci, w krajach biedniejszych oferujemy Internet za darmo, a najbiedniejszym wręcz fundujemy tą usługę wraz z całą infrastrukturą (vide Facebook który zebrał fundusze na Internet dla Zambii).

A może nie wszyscy życzą sobie Internetu, może wolą tradycyjne relacje międzyludzkie i komunikację z sąsiadami z najbliższej wioski twarzą w twarz, a nie z Amerykanami przez portal społecznościowy? Obstawiam, że nikt nikogo o to nie zapytał, bo Internet stał się symbolem rozwoju technologicznego, tak jak dla USA rozwojem jest demokracja wciskana w każdym możliwym zakątku globu.

Poza atakiem rekinów w ciągu ostatnich lat były różne inne zamachy na Internet. Te najbardziej spektakularne to staruszka pracująca w ogrodzie, która szpadlem pozbawiła dostępu do sieci dwóch państw (Gruzji i Armenii) oraz kotwica statku niszcząca kable tak samo jak rekiny (odbierając Internet części Afryki). Jak widać każde z tych działań było całkowicie przypadkowe, ale pokazywało znaczną różnicę pomiędzy światem realnym, a wirtualnym.

I w taki sposób dochodzimy do akcji, którą całkowicie popieram. Otóż na stadionie PSV Eindhoven w Holandii pojawiły się obraźliwe transparenty. Ktoś powie, no tak kibole. Ale nie w tym wypadku. Przekaz jest jasny kibice tej drużyny sprzeciwiają się udostępnieniu, wewnątrz stadionu swojej drużyny, wi-fi (czego dowodem są przekreślone loga bezprzewodowego Internetu i słowa Fuck WIFI. Support the team). Wiedzą bowiem czym to się skończy. Ludzie przestaną chodzić na mecz i kibicować, bo będę woleli w trakcie spotkania sprawdzić pocztę, pochwalić się na Facebooku, czy oglądać filmiki z kotkami.

To co być może brzmi zabawnie, jest moim zdaniem zmorą większości ostatnich wydarzeń, także w Polsce. Ludzie wydają np. duże pieniądze na koncert żeby tylko tam być i przy okazji się tym pochwalić. Tym samym włączają kamerę w telefonie (zasłaniając przy okazji widok wielu osobom z tyłu) by mieć identyczne nagranie jak każdy obok, czyli też identyczne wspomnienia (co ciekawe ten kto tak nie robi staje się powoli mniejszością). Po czym nagranie trafia na Youtube. Kiedyś było telefoniczne: Stary nie uwierzysz skąd dzwonię. Teraz portal społecznościowy, sweet focia i wiedzą o tym tysiące znajomych. I to jest ten problem. Zacznijmy oddzielać świat realny od wirtualnego, a nie coraz bardziej go łączyć. Jeśli już mamy i tak nie oglądać meczu, czy koncertu bo wolimy Internet, prosta rada zostańmy w domu.