Choć wydawało się, że temat zakodowanych mistrzostw świata w siatkówce 2014 został w pełni opisany, nastąpiła kolejna ofensywa PR-owskiej walki pomiędzy stacjami i nie tylko. Chciałem więc całą sprawę wytłumaczyć i dojść do jej sedna.
Wczoraj nastąpił bowiem kolejny akt awantury o mistrzostwa. Zaczęło się od listu otwartego Jerzego Owsiakado TVP. Pisał w nim o tym, że informacje o siatkarskim mundialu rzadko pojawiają się w serwisach sportowych nadawcy publicznego oraz że Telewizja Polska nie powalczyła wystarczająco o prawa do tej imprezy. Na odpowiedź nie było trzeba długo czekać. W wieczornych wiadomościach sportowych wystąpił Włodzimierz Szaranowicz (w materiale pod tytułem „To nie my kodujemy”). Gdzie najpierw podkreślił, że zna Jurka Owsiaka od lat, ale myli się w podstawowych faktach. A „jeżeli ktoś kupuje imprezę po to, żeby ją zakodować to nie wie, w jakim świecie żyje”. Co ciekawe całość poprzedził skrót z meczu siatkówki z napisem dzięki uprzejmości Polsat Volleyball.
Co tego samego dnia zrobił Polsat. W magazynie po meczu Polaków najpierw nadano, o dziwo stare wypowiedzi polityków (z meczu otwarcia sprzed dwóch tygodni). A potem zadano pytanie dlaczego już byłego premiera Tuska wygwizdano, a prezydenta Komorowskiego na otwarciu nie? Na co szef sportu Polsatu Marian Kmita, bez ogródek stwierdził, że kibice wiedzą, iż to przez Donalda Tuska zakodowane są siatkarskie mistrzostwa. Choć wydaje mi się, że na gwizdy mogło wpłynąć wiele innych kwestii, a nie akurat ta. Później próbowano jeszcze wciągnąć naszych legendarnych siatkarzy w dyskusję jak polityka jest ważna dla sportu.
I tak wygląda właśnie odbijanie piłeczki i szukanie winnych w sporze o kodowanie mistrzostw. A całość połączona jest z nachalną reklamą kanałów Volleyball. Te pojawiają się w każdym wydaniu Wydarzeń Polsatu, w reklamach na różnych stacjach, a nawet podczas studia piłkarskiego meczu Gibraltar – Polska! A jeśli jesteśmy przy gwizdach, to sam słyszałem je podczas meczu otwarcia z Serbią, ale wtedy gdy z głośników pojawiły się słowa o tym, że wszystkie spotkania można zobaczyć na tych dodatkowo płatnych kanałach.
To, że Polsat zakoduje mistrzostwa siatkówki wiemy już od ponad miesiąca. Wcześniej trwały różne negocjacje, mające na celu udostępnienie tej imprezy większej widowni. To znaczy stacja Zygmunta Solorza szukała zarówno sponsorów, jak i podmiotów, które byłby w stanie (TVP, TVN) odkupić licencję na pokazywanie meczów. Wszystko oczywiście w taki sposób, aby kiedyś zainwestowana kwota 15 milionów euro (w 2008 roku) co najmniej się zwróciła.
Chronologicznie pierwszy winny to Orlen. Chodzi o to, że spółka skarbu państwa wycofała się ze sponsorowania mistrzostw w dniu losowania grup (27 stycznia 2014). Co ciekawe jej banery były już zawieszone wewnątrz Sali Kongresowej w Warszawie. Tym samym nie dość, że zaczęto je zdejmować, to jeszcze nastąpił długi okres szukania kogoś kto zaproponowałby podobną kwotę. Tu wkracza też wątek rządowy. To znaczy „podobno” zdecydowano by właśnie spółki skarbu państwa zaczęły się wycofywać ze sponsorowania sportu.
Jednak sprawa kodowania mogłaby w ogóle nie mieć miejsca, gdyby nie szybka decyzja Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (jeszcze pół roku przed wycofaniem Orlenu). Otóż chodzi o listę wydarzeń, które muszą być pokazywane na antenie ogólnopolskiej bezpłatnie. Każda dopisana tu impreza musi czekać około roku na potwierdzenie (12 miesięcy po pozytywnej opinii Komisji Europejskiej). Natomiast siatkarski mundial pojawił się na opisywanej liście dopiero po decyzji o zakodowaniu meczów przez Polsat (więcej pisałem o tym tutaj).
Reszta winnych to już mniej lub bardziej zaangażowane w spór stacje telewizyjne oraz Polski Związek Piłki Siatkowej. Polsat zaoferował sprzedaż praw do pokazywanie mistrzostw, a jedynym poważnie chętnym była Telewizja Polska. Tyle, że sprawa rozbiła się oczywiście o pieniądze. Nie dość, że kwota zdaniem Polsatu była niewystarczająca to dotyczyła jedynie spotkań Polaków i decydujących meczów. Mówiąc w skrócie takich, których oglądalność byłaby najwyższa.
Dalsza część to już tylko przepychanki w mediach. Krytyka TVP w „Szkle kontaktowym” TVN 24 (w sumie ciekawe, że mówiła o tym stacja, która nawet nie złożyła oferty na siatkarski mundial), Telewizja Polska mówiąca o tym, że w 2008 roku nie było w ogóle przetargu na transmisje mistrzostw oraz Polsat głoszący wszem i wobec, że zobaczymy mecze tylko na ich kodowanych kanałach. A także mętne tłumaczenia Związku i Polsatu (w stylu „biznes is biznes”) oraz ataki kibiców, czy różnych znanych osób. Dziwi tylko jedna kwestia. Zamiast dać sobie spokój (w końcu już ponad połowa mistrzostw za nami) i stwierdzić, że już się nic nie zmieni (potwierdzono bowiem, że wyemitowanie nawet meczu finałowego za darmo byłoby złamaniem umów z operatorami oferującymi kanały Volleyball) to nadal wizerunkowa wojna trwa.
