Coraz większa krytyka „Rolnik szuka żony”

Niewątpliwie „Rolnik szuka żony” jest hitem tej jesieni. Program ten w TVP1 ogląda ponad 4 mln widzów. Większości spodobał się autentyzm show. To znaczy pokazanie sielankowej polskiej wsi, bohaterów momentami takich jak my (którzy są zwyczajni, a nie są gwiazdami). Popularność programu widać też w ilości Internetowych memów. Co więcej za jego sprawą drugi program matrymonialny („Kto poślubi mojego syna”) nie ma żadnych szans na zdobycie widowni.

Jednak wspomniana sielanka zaczęła się kończyć. Po pierwsze za sprawą jednego z uczestników, który najpierw stwierdził, że tak naprawdę w programie nie szuka żony. A potem zauważono, że jedną z kandydatek wziął ze sobą na wrześniowe dożynki. Całość spotkała się z komentarzami o ustawienie ostatecznych wyników i manipulację.

Mi w tym wypadku wydaje się to nieprawdą. To znaczy owszem ostatni odcinek zostanie wyemitowany w połowie listopada, ale przecież nie jest to program na żywo. Możemy więc mówić o typowej „magii telewizji”, czyli coś już się zdarzyło, a dopiero teraz widzowie się o tym dowiedzą.

Nie jest to nic nowego przecież chociażby w „Milionerach” wiedziano przed emisją kto ile wygrał, a przy „Twoja twarz brzmi znajomo” również wszystko jest jasne przed czasem. Kluczem są jednak właśnie słowa „na żywo” i zachowanie tajemnicy przed pokazaniem czegoś wcześniej niż się powinno. Tym razem do tej afery przyczyniło się pośrednio Wp.pl, które wyszukało informację na serwisie jednego ze Starostw Powiatowych. Całość jednak wskazuje tylko na duże zainteresowanie programem, skoro aż tak szuka się o nim informacji.

Drugi rodzaj krytyki jest jednak o wiele silniejszy i w pewnym sensie zasadny. Co więcej spodziewałem się jego już w pierwszym artykule, jaki napisałem na temat „Rolnik szuka żony”. Chodzi o atak ze strony feministek i nakaz zdjęcia programu z anteny TVP.

Ich zdziwienie polega na tym, jakim cudem przed tak „seksistowskim” programem (do tego w telewizji publicznej) zasiada, aż tyle ludzi. Co więcej zapewne wyniosą z niego złe nawyki. Z wypowiedzi profesor Magdaleny Środy czytamy jeszcze:Choć niewątpliwie rolnicy mają problem ze znalezieniem osób do brudnych robót, takich jak: skubanie pierza, sprzątanie, mycie garów. Tradycyjna żona jest do tego najlepsza”. No i tu pojawia się pytanie co to znaczy tradycyjna żona?

Czy aby na pewno kandydatki w programie „Rolnik szuka żony” nie mogą zostać „tradycyjną żoną”? Czy to umniejsza ich znaczeniu? Wydaje się, że nie. Co więcej wydaje mi się, że program Telewizji Polskiej pokazuje, że obowiązkami domowymi można się dzielić. To nie jest tak, że wszystko na roli robią kobiety, ani też że wszystko robią mężczyźni. A określanie całego show jako „gówno” (będące zapewne zabawą słowną związaną z obornikiem) to już zdecydowana przesada.

W takim wypadku ideałem programu może jest „Warsaw shore”? W końcu w nim mamy pełne uprawnienie w tym kto może imprezować, pić itp. Nie dajmy się więc zwariować. Krytyka związana z „seksizmem” powinna dotyczyć przede wszystkim „Kto poślubi mojego syna” (a pominąć rolników). A jeśli istnieje problem z audycją TVP, to może po prostu w następnej edycji zrobić „Rolniczka szuka żony” i każdy będzie zadowolony.