Anonimowo zgłosisz łamanie prawa przez władzę dziennikarzom

Często zwykli obywatele mogą wykryć jakąś aferę. Jednak gdy to się stanie powstaje problem co zrobić z posiadanymi informacjami. Można przecież zostać później donosicielem ściganym po sądach (bo sprawa może trwać latami). To właśnie dylemat anonimowości sprawia, że w tak wielkim kryzysie jest również u nas dziennikarstwo śledcze.

Wystarczy przypomnieć sobie kwestię tygodnika „Wprost” i tzw. afery taśmowej. Dziennikarze otrzymali taśmy od jakiejś osoby, którą należy uznać za ich informatora. Mimo wszystko (podobno ze względu na tajemnicę państwową) prowadzono przeszukania i robiono wszystko by dotrzeć do źródła informacji (źródła, które powinno być przez redakcję chronione, czego nie wszyscy rozumieli). Co więcej konkurencyjna prasa również węszyła kombinując kto komu podpadł, aby spekulować o tożsamości źródła.

Aby do podobnych sytuacji nie dochodziło, a obywatel nie bał się ujawniać sensacyjnych informacji dziennikarzom, brytyjski „The Sun” uruchomił specjalną platformę kontaktów z czytelnikami. Mowa o Sun SecureDrop, która wykorzysta popularną anonimową sieć Tor. Ma to sprawić, że źródło informacji nie zlokalizują służby, politycy, ale też niestety dziennikarze.

Właśnie to wydaje mi się najsłabszą częścią tego pomysłu. Wyobraźmy sobie, że rzeczywiście dziennikarze otrzymują sensacyjną wiadomość o aferze na najwyższym szczeblu. Publikują ją i co? Wpadka ktoś po prostu zrobił sobie niesmaczny żart i ośmieszył całe środowisko. Teraz nie sposób do niego dotrzeć i śmieje się u siebie w mieszkaniu. To przykład negatywny, ale z drugiej strony jeśli informacja będzie prawdziwa, a dziennikarze będą chcieli dowiedzieć się jeszcze więcej to kolejny raz z daną osobą się już nie połączą (chyba, że pomimo zupełnie innego adresu IP sama się skontaktuje i przekona ich iż to ona zaczęła całą sprawę).

Patrząc realnie na całą kwestię można odnieść wrażenie, że problem leży gdzie indziej. Być może „The Sun” brakuje po prostu sensacyjnych newsów. Przecież to ta gazeta (i jej niedzielne wydanie) miała takie problemy w związku z wykryciem podsłuchów w telefonach komórkowych znanych osób, w tym polityków. Teraz (po wyrokach) najprawdopodobniej z podobnych praktyk całkowicie zrezygnowano, a informacje o aferach trzeba skądś czerpać.

We wprowadzenie czegoś podobnego u nas nie wierzę. Z jednego prostego powodu szerzącej się kultury donosicielstwa. Ostatnio podczas testu o finansach na TVP1 czytano niektóre absurdalne anonimowe donosy pisane np. do Urzędu Skarbowego. Wszystko w stylu proszę sprawdzić bo jakiś obywatel (w domyśle sąsiad) nagle kupił sobie lepszy samochód a dalej pracuje w tej samej firmie, czyli musiał gdzieś ukraść. Jeśli natomiast damy możliwość anonimowego donoszenia na polityków to coś co istniałoby w słusznym celu skończyłoby jako oręż polityczny konkurujących ze sobą partii. Zaś naszą prasę zalałyby liczne pomówienia. No tak tylko czy jest jakiś lepszy pomysł na uratowanie dziennikarstwa śledczego?