Wszyscy wiemy jak to jest z telewizją w lecie. Nazwałem to już raz snem letnim, czyli prawie samymi powtórkami i tak zarabiającymi na siebie dzięki reklamom. Tak naprawdę jest to czas, który trzeba tylko jakoś przetrwać (no bo konkurencja również nudzi widzów czymś co już widzieli) przygotując niesamowite produkcję na jesień (w pewnym sensie dofinansowane dzięki powtórkom). Mimo wszystko wielu ludzi, być może z braku ciekawszych zajęć, nadal nie odchodzi od teleodbiornika i nabija kabzę zadowolonym z siebie stacjom.
Czy jest więc szansa, że kiedykolwiek to się zmieni, a z około 6 miesięcy premier w roku zrobi się 12? Bliska zeru. Jednak skoro jest, to czemu nie powalczyć o minimum przyzwoitości w naszej telewizji. Mogę więc tylko bez względu na to czy lubicie seriale, poprosić was o oglądanie np. „Na Wspólnej”.
Dlaczego? Bo jest to serial, który po raz pierwszy od kilku lat jest kontynuowany w wakacje (dokładnie od poniedziałku do czwartku o 20:10). Co więcej w 2003 i 2005 ilość letnich odcinków była ograniczona. Tym razem jest inaczej. TVN wykorzystuje go do eksperymentu. Chce sprawdzić czy nowe odcinki w lecie mają sens i czy nie spróbować lepiej dostosować swoją ramówkę, aby zamiast masy atrakcji na raz, cały czas było coś co zainteresuje większą widownię.
Na szczęście na razie ten test wypada na korzyść widzów. To znaczy, że oglądalność serialu wzrosła (z 2,26 mln do 2,33), a TVN bez problemu jest liderem rynku telewizyjnego w Polsce (w trakcie emisji nowych odcinków). To właśnie w przypadku udziałów bardziej widać, że warto pokazywać premiery (wzrost z 15,22 do 17,89%). Szczerze mówiąc włodarze stacji liczą nawet na to, że ten wybieg pozwoli im zainteresować „Na Wspólnej” nowych widzów, którzy także na jesieni będą śledzić losy bohaterów serialu kosztem m.in. „Barw szczęścia” TVP2 . Co jednak wydaje się być trudne do zrealizowania.
Wiadomo, że nie od razu Kraków zbudowano, a jedna jaskółka wiosny nie czyni, dlatego my widzowie włączając telewizor w trakcie jakichkolwiek premier letnich powinniśmy pokazać jaka jest nasza siła. Bo to nie jest tak, że stacje nie mają pieniędzy na nowości tylko to my je rozpieściliśmy przekonując, że cokolwiek wyemitują i tak mogą liczyć na naszą obecność przed telewizorem.

