Przychód z praw telewizyjnych do angielskiej Premier League ma wynieść rekordowe 13 miliardów dolarów za trzy lata (z czego 4,3 miliarda to pieniądze od telewizji zagranicznych). Połowa tej kwoty dzielona jest po równo dla wszystkich klubów uczestniczących w rozgrywkach. Pierwsze 25% zależy od pozycji w tabeli na koniec sezonu, a drugie od medialności (czyli ilości meczów danej drużyny, które transmitowała telewizja).
Przy lidze angielskiej (i ich aż 70% wzroście przychodów z praw telewizyjnych) inne krajowe rozgrywki klubowe wypadają blado (również koszykarskie: NBA 2,66 miliarda dolarów, czy futbolu amerykańskiego: ponad 3 miliardy). Włoska Serie A osiągnęła 975 milionów euro od nadawców krajowych i ponad 200 milionów od zagranicznych (gwarantujące np. Milanowi przychód już niższy od ostatniej drużyny Premier League). Niemiecka Bundesliga do 2017 roku zarabiać będzie łącznie 907 milionów euro (podział każdemu po równo plus medialność), a francuska Ligue 1 do 2016 roku 830 milionów (tu do 2020 najsłabszy klub zawsze dostaje 3,5 razy mniej od najlepszego).
Gdzie w takim razie jest grożąca strajkiem liga hiszpańska? Tu dokładnych informacji nie ma. Szacuje się tylko 851 milionów euro gdyż są to jedyne poważne rozgrywki piłkarskie, w których prawa telewizyjne wszystkie kluby sprzedają oddzielnie. Powoduje to jednak problem, bo o ile sam Real Madryt może liczyć na 140 milionów euro (podobną kwotę otrzymuje też Barcelona) to już mało medialna Grenada zarobiła na transmisjach ledwie 12 milionów euro!
Wszystko w dobie trwającego w Hiszpanii kryzysu postanowił zmienić rząd przy pomocy ustawy regulującej zarobki z praw transmisyjnych. Plan był jasny 10% zarobków dostają kluby drugiej ligi, 45% dla każdego klubu po równo, a pozostające 45% to w połowie miejsce w tabeli i ilość transmitowanych spotkań danej drużyny.
Mimo wszystko od 16 maja wszystkie rozgrywki piłkarskie w Hiszpanii mają zostać zawieszone (strajk dotyczyć będzie ponad 600 tysięcy zawodników z 30 tysięcy klubów). Jak to możliwe, że gdy wreszcie możemy mówić o uczciwym podziale pieniędzy dojdzie do strajku? Przede wszystkim bać się mogą Real i Barcelona. Ich zarobek znacznie spadnie i nie dojdzie do sytuacji, w której zwycięzca zeszłorocznych rozgrywek Atletico i tak zarabia z transmisji blisko 4 razy mniej od wicemistrza. Jednak ważniejsza w tej sytuacji jest właśnie kwestia wyżej wspomnianego bajecznego kontraktu angielskiej Premier League. Gdy w Anglii zyski dla największych klubów wzrosną, Realowi i Barcelonie spadną. Co więcej może to sugerować przyszłą dominację piłki brytyjskiej w europejskich pucharach, bo dwie najsłynniejsze hiszpańskie drużyny w przypadku kwot z transmisji telewizyjnych mogą spaść co najmniej do poziomu topu ligi włoskiej. To właśnie ta dysproporcja sprawia, że sam strajk jest zasadny. Choć z drugiej strony nie raz przekonywaliśmy się, że pieniądze nie grają, a zmiana w Hiszpanii jest potrzebna bo powinna zwiększyć poziom całej ligi, jej atrakcyjność i w dalszej kolejności zarobek ze scentralizowanych praw telewizyjnych.
