504 strony tyle dokładnie liczy najnowszy numer „Twojego Stylu”. Grudniowe wydanie tego miesięcznika dla kobiet może wręcz przerażać, gdyż w cenie 8,99 zł otrzymujemy coś dłuższego i cięższego od dziesiątek książek dostępnych w bibliotece. Tylko czy nadal jest to gazeta, skoro konkurować może ona już niedługo z najnowszymi wydaniami encyklopedii?
Wydający „Twój Styl” Bauer pobił w taki sposób swój własny rekord. Mowa o marcowym wydaniu wspominanego magazynu, który liczył 408 stron. Tyle, że wtedy rzeczywiście miał to być numer specjalny podsumowujący 25-lecie „Twojego Stylu”. Teraz jedynym wytłumaczeniem dla 504 stron są święta (tyle, że na nie poświęcono kolejny powiększający objętość 124 stronicowy dodatek). Jeśli więc tempo rozrostu tego magazynu pozostanie na podobnym poziomie, za kilka lat powinniśmy doczekać się pierwszego „tysięcznika” na naszym rynku (a może kilkuset stronicowej książki wydawanej co miesiąc). Tylko po co?
Wiadomo, że trwa kryzys prasy i o czytelnika należy walczyć. W „Twoim Stylu” postanowiono pokazać, że wygrać można nie proponując najniższą cenę, a dbając o stosunek ilość stron – cena. Rzeczywiście 8,99 zł podzielone przez, nawet te „minimalne” w tym wypadku, 504 strony da nam niesamowitą wartość 0,018 zł za jedną stronę miesięcznika (za 100 stron wydamy ledwo 1,8 zł więc najtańsze pisma na rynku naprawdę mają się czego bać). Jednak sprawę należy postawić inaczej.
Po pierwsze zużyto ogromną ilość papieru na wydanie 290 tysięcy egzemplarzy „Twojego Stylu”, a jeśli zwroty będą na podobnym poziomie jak w listopadzie, gdzieś w magazynie pozostanie około 100 tysięcy ponad 500 stronicowych pism. Co z nimi? Pójdą na przemiał?
Po drugie czy ktoś zapomniał, że nie liczy się ilość, a jakość. Rozumiem, że „Twój Styl” jest liderem świetnie nazwanego segmentu pism luksusowych i shoppingowych (oryginalna pisownia, która musi wnerwiać językoznawców), ale należy się zastanowić czy zwiększenie ilości stron to nie tylko sprytny sposób na możliwe zwiększenie szpalt poświęconych reklamom (w którym króluje zapewne dodatek z rabatami i propozycjami 258 prezentów, o ponownie polskim tytule „Shopping na gwiazdkę”). Też sądzicie, że parafrazując byłego prezydenta, nie o taką prasę walczyliśmy? Jeśli więc na polskim rynku prasowym mają przetrwać najpoczytniejsze tytuły to niech chociaż pozostaną one gazetami (nie książkami, w końcu ciekawe jaki zastosować w tym przypadku VAT), postawią przede wszystkim na jakość i zadbają o „niekaleczenie” naszego języka. No ale cóż, ja pewnie za dużo wymagam.
