W każdą niedzielę o godzinie 7 na antenie TVP1 można obejrzeć transmisję mszy świętej z Sanktuarium w Łagiewnikach. Z założenia jest to audycja specjalnie dla osób starszych, ale jednak ostatnio opublikowane wyniki oglądalności tego nabożeństwa i tak mogą dziwić. Jak to możliwe, że widzowie w wieku 16-49 lat zdecydowanie wolą w tym samym czasie obejrzeć powtórkę „M jak miłość” i „Barw szczęścia”?
Portal Wirtualnemedia.pl sprawdził wyniki oglądalności niedzielnej mszy świętej od 4 stycznia do 8 listopada. Wynika z nich, że to najpopularniejsza audycja w tym czasie antenowym. Przed ekranami modli się obecnie średnio 755 tysięcy Polaków i jest to o 46 tysięcy mniej niż w roku ubiegłym. W niedzielę o godzinie 7 msza gromadzi aż 21,74% wszystkich widzów, więc można by było powiedzieć, że nadal cieszy się ogromną popularnością. Problem w tym, że wszystko zmienia statystyka grupy komercyjnej, czyli osób w wieku od 16 do 49 lat.
Oto już tylko 5,88% młodych ludzi mających w każdą niedzielę o 7 włączony telewizor decyduje się na obejrzenie mszy. Znacznie chętniej wybierają oni „Nowy dzień z Polsat News” (9,49%) i powtórki seriali TVP2 (9,11%). Co więcej niewiele gorszy wynik od mszy notują nawet telezakupy Mango na TVNie (5,19%). Ogólnie można więc mówić o przepaści jeśli porównamy oglądalność w grupie wiekowej 16-49 lat, a tą wśród wszystkich widzów (jasno wskazującą, że poranną mszę oglądają w zasadzie tylko starsi telewidzowie).
Oczywiście sytuację tę można spokojnie wyjaśnić. Z założenia transmisja mszy to część misji nadawcy publicznego, który pozwala w taki sposób uczestniczyć w modlitwie osobom, które z różnych powodów (choć przeważnie zdrowotnych) nie są na siłach wybrać się tego dnia do kościoła. Tak naprawdę więc ludzie młodsi z jednej strony mogą nie chcieć wstawać tak rano w niedzielę by włączyć telewizor, a z drugiej i tak ich nieobecność przed teleodbiornikiem nie oznacza, że tego dnia nie pojawią się na mszy w pobliskim kościele. Jednak mimo wszystko trudno znaleźć w telewizji program z tak dużą dysproporcją wyników. Stąd niewykluczone, że wyniki oglądalności są jednak pewną miarą, pokazującą coraz większą ilość osób wierzących, ale niepraktykujących. Natomiast już na pewno można mówić o ogromnej grupie wierzących niepraktykujących swojej wiary przed telewizorem.
