Niedawno pisałem o kwestii ligi angielskiej wspominając m.in. o pozwach Sky i Premier League przeciwko właścicielom pubów. Ci płacili abonament zagranicznych platform cyfrowych i pokazywali spotkania w swoich barach. Jedna ze spraw skończyła się w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości, który orzekł że oglądanie płatnej telewizji z innego kraju Unii Europejskiej nie jest zakazane, przynajmniej w tym wypadku, ale nie powstał precedens bo postanowiono każdą sprawę w przyszłości oceniać osobno.
Sprawiło to jednak, że od tego momentu Sky zamiast spraw karnych prowadzi z właścicielami pubów sprawy cywilne. Tym razem Europejski Trybunał Sprawiedliwości zajął się zupełnie inną sprawą, filmów z Youtube, a werdykt znowu jest wyjątkowo ciekawy.
Cała sprawa rozpoczęła się od tego, że producentowi filtrów do wody nie spodobało się to, że konkurencja zamieściła ich film promocyjny na swojej stronie bez uzyskania żadnej zgody. Pomijając już kwestię tego, że raczej powinni się cieszyć z darmowej reklamy, a nie mieć pretensje, to ta z pozoru błaha sprawa poddała pod wątpliwość znaczenie praw autorskich.
Stwierdzono bowiem, że umieszczenie na jakiejkolwiek stronie filmu z innego źródła (w tym wypadku chodziło o Youtube) lub linka do takiej produkcji nie jest złamaniem prawa autorskiego. W domyśle wszystkie serwisy, na których znajdują się np. kompilacje filmów mogą to robić do woli.
Takie działanie uznawane jest bowiem tylko jako poinformowaniu o istnieniu filmu w sieci. Jeśli więc umieszczamy wideo z innego serwisu, który nie pobiera za swoją działalność pieniędzy to nikogo nie obchodzi czy jest to premiera filmowa z tego tygodnia (chyba, że to my ją przesłaliśmy na ten serwis), czy własna produkcja autora strony. Z punktu widzenia prawa możemy mówić co najwyżej o „nieumyślnym” i „nieświadomym” umieszczeniu linka do czegoś co jest nielegalne.
Taka decyzja Trybunału bezpośrednio uderza w twórców. Ci często atakowali nawet małe strony z kolekcjami filmów z Youtube. To znaczy wysyłali ostrzeżenia, że sprawa trafi do sądu, a część osób w związku z tym ulegała i usuwała filmy, do których były pretensje (tak działo się swego czasu np. ze skeczami kabaretów). Okazuje się, że nie słusznie, bo twórcy w takim wypadku tylko straszyli.
Oczywiście samo prawo nie jest idealne. Nie może być tak, że absolutnie wszystko w Internecie będzie tracić prawa autorskie. Ale myślę, że tu podejście jest inne. To znaczy kwestia Web 2.0. Videoblogerzy, czy twórcy filmów tylko na Youtube tworzą coś, żeby uzyskało jak największa popularność. Wrzucają to do sieci z własnej nieprzymuszonej woli i w związku z tym wyrok Trybunału nie dziwi. Jednak tak samo traktuje się w takim wypadku wielomilionowe produkcje komercyjne. A dzięki tej decyzji Trybunału niektóre strony nadal mogą umywać ręce i mówić, że przecież to użytkownicy coś na nie wrzucają, a nie twórcy serwisu.
