Na początku postaram się wyjaśnić co to jest a’la carte. Otóż jest to takie podejście w dystrybuowaniu płatnych kanałów, że to widz sam decyduje za co płaci. Oznacza to m.in. brak pakietów wciskanych nam na siłę, przez kablówki, czy platformy cyfrowe. Ale po kolei.
Bez problemu można stwierdzić, że każdy kto ma dostęp do co najmniej stu płatnych kanałów, nie ma czasu z nich korzystać. Co ciekawe, najczęściej ogląda te stacje, za które zwyczajowo dopłacać nie musi. Przeważnie spojrzy na któryś z tej ogromnej liczby programów tylko gdy będzie on dla niego ciekawy, chociażby ze względu na film, transmisję sportową. Jak to się więc dzieje, że płacić trzeba za kilkadziesiąt kanałów, których się nie chce.
Prosta sprawa, są one w pakiecie. Co więcej zawyżają często opłatę za usługę. W takim wypadku a’la carte jest rewolucyjnym rozwiązaniem. Płacimy bowiem tylko za to co chcemy oglądać. Komponujemy sobie własny pakiet składający się prawdopodobnie z kilkunastu najczęściej przez nas oglądanych stacji typu premium. Jesteśmy niezależni i to my decydujemy, który nadawca na nas zarobi.
Oczywiście w Polsce model a’la carte spotyka się bardzo rzadko. Co najwyżej w małych sieciach kablowych. Prowadzono nawet konsultacje Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, dotyczące chęci wprowadzenia takiego rozwiązania, a wręcz przymusu stosowania go przez operatorów. Okazało się, że sami widzowie są za takim rozwiązaniem.
Co więc przemawia za a’la carte. Po pierwsze niższe opłaty. Być może liczbowo porównując ilość do ceny będzie drożej. Ale za to, to my wybieramy najlepsze, z naszego punktu widzenia stacje, a nie te, które są nam przydzielone i jedynie zaśmiecają nam dekoder lub używane są po to, by w przerwie reklamowej pobawić się pilotem. Inne zdanie na ten temat ma PIKE (Polska Izba Komunikacji Elektronicznej), która stwierdziła, że: „przymuszenie nadawców do przedstawiania oferty pojedynczych programów doprowadzi do znaczącego wzrostu cen za program, ograniczenia oferty programowej oraz konieczności rezygnacji przez operatorów z programów przeznaczonych dla wąskiego grona odbiorców, a będących programami o wysokiej jakości”. Opinia ta jednak nie dziwi, gdyż to właśnie PIKE zrzesza operatorów, więc powinna bronić ich interesów.
A teraz dlaczego moim zdaniem, u nas a’la carte się nie pojawi. Oczywiście chodzi o zachłanność operatorów. Im bowiem zależy byśmy płacili jak najwięcej. Prześcigają się wręcz w tworzeniu list np. z jak największą ilością stacji HD. Nie zależy więc im na jakości, ale ilości, zarówno kanałów jak i pieniędzy. Nie na rękę im również, by to widz miał większą niezależność. Przykładem mogą być bowiem dekodery, zarówno satelitarne, jak i kablowe, które wymuszają na odbiorcy korzystanie z wcześniej przygotowanej kolejności programów. Skoro więc zdarza się, że operatorzy nie chcą pozwolić klientowi na uporządkowanie kanałów według jego preferencji, dlaczego mają pozwolić na kolejny krok, czyli suwerenny wybór za co ich użytkownicy chcą płacić.
Jedyną możliwością byłoby więc stworzenie społeczności ludzi, którzy popierają ideę a’la carte. Zrzeszenie się, by wiedzieć, że nie jesteśmy jedynymi mającymi takie zdanie. Być może powinno się zbiorowo rezygnować z ofert płatnych, za powód wskazując właśnie brak możliwości płacenia, za to co się ogląda. Tylko zorganizowaną dużą liczbą ludzi, można bowiem wymusić coś na operatorach.
