Na czymś media muszą zarabiać

Trudno powiedzieć czy kryzys, czy może zwykła chęć zwiększenia wpływów powoduje, że kolejne polskie media szukają zarobku w branżach z którymi teoretycznie nie mają żadnego związku. Pisałem już o najlepiej kupowanym dzienniku (tabloidzie „Fakt”), który postanowił zostać wirtualnym operatorem komórkowym. Mieliśmy więc starter i kody na doładowanie dla stałych czytelników. Jednak najwidoczniej przykład „Faktu” zmobilizował również innych do przebranżowienia.

„Antyradio” to obecnie dziewiąta siła polskiej radiofonii. Udział w rynku (na marzec-maj) tej rozgłośni wynosi 1,1% i jest lepszy o 0,4% w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym. Teoretycznie jest więc naprawdę dobrze (biorąc pod uwagę, że będące na ósmym miejscu RMF Classic jest już na wyciągnięcie ręki). Stacja postanowiła jednak poszukać szansy na zwiększenie słuchalności nie w działalności radiowej, a sprzedażowej. Na początku sierpnia rusza Internetowy sklep Antyradia. W jego ofercie znajdą się koszulki zaprojektowane przez dziennikarzy rozgłośni. Zaś całej akcji towarzyszy konkurs na modelkę, która będzie pozować w t-shirtach Antyradia dla potrzeb sklepu. Taki pomysł na promocję na pewno jest ciekawy, bo zawsze o radiu zrobi się trochę głośniej w mediach społecznościowych, a i dotychczasowi słuchacze najwyżej nie kupią koszulek (więc strat raczej nie będzie). Mimo wszystko sądzę, że radio powinno przede wszystkim skupiać się na ofercie i zaskakiwaniu słuchaczy nowymi autorskimi programami niż na działalności sprzedażowej.

Wiemy w jak trudnej sytuacji jest obecnie prasa. Spadki sprzedaży tradycyjnych gazet są wręcz przerażające (np. „Gazeta Wyborcza” w ciągu 10 lat straciła 254 tysiące czytelników). Dotychczas by mieć jakiekolwiek szanse do prasy dołączano dodatki (pisałem już o tym jak jedna z gazet dla pań rezygnując z dodatku straciła w ciągu miesiąca 64,4% czytelników), ale teraz najwidoczniej w cenie są porady. Oto wydawnictwo Edipresse korzystając ze współpracy z Ewą Chodakowską przy magazynie „Be Active” (swoją drogą zareklamowanym już przez konflikt z tytułem) uruchomiło Be-active.club gdzie znajdziemy specjalnie przygotowane dla nas ćwiczenia, dietę i porady motywacyjne. Oczywiście nic za darmo, bo za dostęp do porad znanej trenerki należy opłacić subskrypcję przez SMS. Niby pierwszy z nich jest bezpłatny, ale rozpoczyna lawinę wiadomości tekstowych za 1,23zł dziennie (no bo przecież kod dostępu codziennie się zmienia). Tak więc ktoś kto nie doczyta może być nieźle zdziwiony, a ja znów się zastanawiam czy nie wystarcza im miesięcznik za 7,99zł (szczególnie, że chyba nieźle się sprzedaje skoro zwiększyli nakład o 10 tysięcy).

Portale Internetowe też szukają swojej niszy. Onet na bazie współpracy z najróżniejszymi partnerami (sklepy, restauracje itp.) oferuje od niedawna bony rabatowe dla korzystających z mobilnych aplikacji (dokładnie Onet News i Sympatia). Technologia ta przy okazji uzyskuje informacje gdzie dany użytkownik się znajduje (geolokacja). Możliwe, że wszystko odbywa się barterowo, ale jednak każdy coś na tej współpracy zyskuje łącznie z Onetem.

Wychodzi więc na to, że już każdy kombinuje (bez względu czy zajmuje się radiem, prasą, czy Internetem). Taki to już ten nasz rynek mediów. Dobrze, że chociaż Telewizja Polska zarabia na tym na czym się zna i w ostatnim czasie sprzedała „Blondynkę” i „O mnie się nie martw” do Rumunii, „Makłowicza w podróży” do Chorwacji oraz filmy „Bezmiar sprawiedliwości” i „80 milionów” do Iranu.