Nowy tygodnik dla polskiej rodziny

Na rynku zadebiutował tygodnik „Dobry tydzień”. Reklamowany jest jako pismo dla tradycyjnej polskiej rodziny. Powstało więc czasopismo, które w dość przystępnej cenie (1,8 zł) może zyskać ogromną popularność.

„Dobry tydzień” z pozoru wygląda jak kolejne czasopismo z plotkami o gwiazdach. Tym razem możemy jednak mówić, że opowiada o osobach uduchowionych, szanowanych, a dodatkiem do całości są artykuły o historii i religii. Np. w każdym numerze trafimy na kalendarz liturgiczny, czy zdjęcia z takich miejsc jak Sanktuarium w Licheniu.

Tytuł nieprzypadkowo nawiązuje do „Tele tygodnia”, gdyż wydawcą obu pism jest Bauer. Prace nad wprowadzeniem „Dobrego tygodnia” trwały podobno pół roku i można powiedzieć, że odbywały się w tajemnicy. Bowiem biorąc pod uwagę to do kogo czasopismo jest skierowane, aż dziw bierze że nikt wcześniej nie miał takiego pomysłu.

Logiczne było bowiem powstanie takiego czasopisma w środowisku typowo prawicowym. To znaczy, że bardziej niż do Bauera pasuje ono do mediów Ojca Tadeusza Rydzyka, czy wydawców np. „W sieci”, „Do rzeczy”. Ci jednak wydaje się, że myśleli zbyt poważnie, aby stworzyć pismo lekkie i przyjemne, głównie dla kobiet. Natomiast Bauer od lat w tym się wręcz specjalizuje.

Czy „Dobry tydzień” to gwarant sukcesu? Wszystko wskazuje na to, że tak. Zapełnia niszę na rynku prasowym i dociera do bardzo szerokiego spektrum czytelników. Poza tym wystartowano z nim w idealnym momencie. To znaczy przed Dniem Wszystkich Świętych, czyli ważnym świętem religijnym. Natomiast do czasu Świąt Bożego Narodzenia powinien on mieć już ustabilizowaną pozycję. Poza tym szacuje się, że z nakładu 350 tysięcy egzemplarzy bez problemu sprzeda się co najmniej 100 tysięcy.

Pytanie jednak czy oczekiwania nie są zbyt duże? Teoretycznie nie wiadomo czy tego oczekują odbiorcy. Co więcej mówimy często o tych samych, którzy już kupują inne czasopisma Bauera (np. z segmentu prawdziwych historii). Może się więc okazać, że „Dobry tydzień” będzie kupowany w zamian za inne już istniejące pismo (oczywiście z powodów finansowych). I choć wydawca się z taką opinią nie zgadza to pozostaje poczekać do wyników sprzedaży. Ale nie tych najnowszych (bo na początku zawsze sprzedaż debiutującej prasy jest większa), ale np. za pół roku, by mieć pełen ogląd na rynek wydawniczy.