Pamiętacie o tym, że w Polskim języku istniały jery? Półsamogłoski lub jak kto woli, samogłoski zredukowane towarzyszyły nam nie dłużej jak do XII wieku (zaczęły znikać z języków słowiańskich w zasadzie od X wieku). Jery są przykładem tego jak bardzo światowe języki się zmieniają i dostosowują do określonych czasów, jak i ludzi będących ich użytkownikami. Ewolucja trwa w zasadzie bez przerwy, a jej symbolem są nie tylko zapożyczenia np. z angielskiego, czy niemieckiego, ale mające ułatwiać życie skróty.
Teoretycznie winne obecnej sytuacji są SMSy. To pisanie wiadomości tekstowych z ograniczoną liczbą znaków wymusiło stosowanie powszechnych skrótów. Jednak po pewnym czasie te skróty w zasadzie pełnoprawnie weszły do użytku w formie pisanej (głównie w Internecie). Slang Internetowy, dla starszych zupełnie już niezrozumiały, pozwala tym młodszych wyrażać swoje uczucia, opinie nie siląc się w długie opisy. Wystarczy „bd”, „zw”, „pzdr”, czy „JDMW” albo co gorsze „zangielszczone” „IMHO”, „EOT” i „WTF!”.
O ile jeszcze takie słownictwo znajdowało się gdzieś na uboczu, a nie w głównym nurcie języka, nie mieliśmy się czego obawiać. Jednak teraz jesteśmy już o jeden krok bliżej by najróżniejsze skróty weszły do powszechnego użycia. Okazuje się, że cenione wydawnictwo Penguin Random House zdecydowało się na wydania dzieł Williama Szekspira w wersji przyjaznej dla młodzieży.
Co więcej książki, a raczej sztuki teatralne uzyskały nowe, odświeżone tytuły. Poznajcie „YOLO Juliet” (skrót od żyje się tylko raz), „srsly Hamlet” (że niby poważnie), „A Midsummer Night #nofilter” (bez retuszu) i „Macbeth #killingit” (rządzi, wygrywa). Zaś cała seria nazywa się „OMG Shakespeare” (od Oh my God, O mój Boże) i wystarczy spojrzenie na jedną kartę z nowych dzieł legendarnego dramaturga by zauważyć, że całość opiera się na wymianie SMSów pomiędzy bohaterami.
Jedno wydawnictwu na pewno się udało. Wywołali ogromną dyskusję na temat tego jak powinien wyglądać język w przyszłości. Jednak najgorsze jest to, że duża część młodych odbiorców wzięła ten, mam nadzieję, eksperyment za coś normalnego. Uczniowie narzekali, że mieli problem z przeczytaniem Szekspira ze względu na język staroangielski, a teraz w końcu wiedzą o co w tych powieściach chodzi. Tylko czemu znowu równamy do mniejszości i do osób leniwych, które mając takie pomoce naukowe na pewno niczego się nie nauczą. Jeśli bowiem ktoś sądzi, że przetłumaczenie największych dzieł literackich na język Internetu sprawi, że prawie 80% uczniów szkół podstawowych nie będzie już miało problemów z pisaniem to moim zdaniem grubo się myli.
