Takeshi’s castle powraca

sukces, czy porażka Ślubu od pierwszego wejrzenia?

Raz na jakiś czas pojawiają się takie informacje medialne, które potrafią wciąż mnie pozytywnie zaskoczyć. No i wywołać uśmiech na twarzy. Bo jak inaczej pisać o powrocie japońskiego Takeshi’s castle do jednej z polskich stacji telewizyjnej. Czy jednak jest się z czego cieszyć?

Takeshi’s castle to klasyka gatunku. Program, który pamiętam z dzieciństwa. Program, który oglądałem jeszcze nie znając żadnych dziwacznych japońskich reality show. W końcu nie brakuje tu śmiesznych konkurencji, przebieranek i trudnego toru przeszkód, a wszystko w towarzystwie znakomitego, zabawnego komentarza.

Oryginalne Takeshi’s to lata 1986 – 1990 i 133 odcinków. W każdym z nich śmiałkowie starający się dotrzeć do tytułowego zamku. Osoby pokonujące labirynt, kładki, olbrzymów. Osoby, w których celuje się kulami i muszą przeskakiwać nad wymyślnymi przeszkodami np. w jakimś dziwacznym stroju. A na koniec walka o 1 mln jenów. Atak pojazdami i chronienie swoich tarcz z bibułami, do których Takeshi i jego straż strzelają.

Program tak ciężki, że w jego historii tylko 9 śmiałkom udało się wygrać. Ale nie to było ważne, a dobra zabawa, czy śmieszne upadki. Pozostaje jednak pytanie czy taki format nie jest już przeżytkiem we współczesnej telewizji? Teraz mamy przecież więcej sensacji, a i absurdalny humor nie zawsze się sprawdza.

Wszystko okaże się zapewne po pierwszych odcinkach Takeshi’s Castle na antenie Comedy Central. Tak to ta stacja zdecydowała się pokazywać ten program, tyle że jego bardziej uwspółcześnioną wersję z Tajlandii. Do tego z komentarzem stand-uperów. Ja już z ciekawości i z wielką chęcią zasiadłem przed telewizorem.