TVP i lekkoatletyczny sukces

Kończące się dzisiaj lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Pekinie mają tak naprawdę dwa oblicza. Jedno ogromnie pozytywne. Sukces sportowy, bo jak inaczej nazwać nasz najlepszy wynik w historii tej imprezy, 8 medali w tym trzy złote i przynajmniej na chwilę obecną 5 miejsce w klasyfikacji medalowej. Natomiast to drugie oblicze to niestety znowu realizacja ze strony Telewizji Polskiej.

Po raz kolejny zdecydowano się na wykupienie ogólnego sygnału światowego z tej imprezy. Oznaczało to więc oglądanie tego co interesuje wszystkie kraje, a nie tylko Polaków. Sygnał ten ma zawsze jedną wadę. Pierwszeństwo ma w nim to co dzieje się na bieżni, czyli ogólnie mówiąc nawet biegi słabych zawodników w dziesięcioboju na żywo mogą zastąpić konkurencje techniczne (m.in. rzut młotem, dyskiem, skok o tyczce, czyli te w których oczywiście odnosimy sukcesy). Te zobaczymy dopiero z odtworzenia.

Z tego powodu wysłani do Pekinu komentatorzy Telewizji Polskiej (Włodzimierz Szaranowicz, Przemysław Babiarz, Marek Jóźwik i Marek Rudziński) zachowywali się jak relacjonujący tę imprezę dla radia. Najpierw z ich ust dowiadywaliśmy się np. o jakimś dobrym rzucie Polaków, a kilka minut później mogliśmy go zobaczyć na własne oczy. Przyznacie, że takie „spojlery” są mało atrakcyjne.

Broniący w tej sytuacji TVP są pewni siebie i wskazują zwyczajnie na brak wozu transmisyjnego naszego nadawcy publicznego na miejscu imprezy (w końcu wysłanie go do Pekinu to jest już duży koszt, a wypożyczyć pewnie się nie dało). Jednak co powiedzą na to, że we wszystkie dni lekkoatletycznych mistrzostw świata dostępny był bezpłatny przekaz satelitarny (nie zmieniający nawet częstotliwości 7E 11093 H 9874), który na żywo pokazywał właśnie to czego Telewizja Polska pokazać nam nie mogła.

Wczoraj np. widzieliśmy transmisje ze skoku wzwyż z udziałem Kamili Lićwinko i rzutu dyskiem mężczyzn (który przecież przyniósł nam dwa medale). Wszystko to bezpłatnie dla posiadaczy tylko trochę większych anten ustawionych lub obróconych na Eutelsat 7E (a nie jak zwykle Hotbird 13E). Co więcej to satelita, z której TVP korzysta dla przekazów Europejskiej Unii Nadawców i na pewno ma ją w swojej siedzibie ustawioną (być może to nawet z niej pochodził już kodowany sygnał ogólnoświatowy do którego Telewizja jako oficjalny nadawca otrzymała kody). W takim wypadku kłopotliwe nie powinno być nawet zsynchronizowanie dźwięku komentatorów z jednego źródła z obrazem z innego.

Oczywiście problemem pewnie była umowa podpisana przez Telewizję Polską. Jednak zastanówmy się czy skoro sygnał z tych wydarzeń, które najbardziej interesują Polaków przez cały czas nie był kodowany to czemu TVP nie mogła poprosić organizatorów o skorzystanie z gotowego przekazu? Poza tym przestańcie już ludziom wciskać „kit” z tym wozem transmisyjnym.