Wykluczenie cyfrowe spowodowane naziemną telewizją cyfrową – koszty

Wykluczenie z powodu kosztów

Największym problemem jeśli chodzi o cyfryzacje są i były koszty. Pamiętajmy, że nie mówimy tu tylko o zakupie dekodera, albo telewizora, ale także w wielu wypadkach o wymianie lub przestawieniu anteny, co wiązało się natomiast ze skorzystania z usług fachowca. Instalatorzy, jak i producenci sprzętu byli największymi wygranymi całego procesu, gdyż oni na nim zwyczajnie zarobili. Ale wracając do gospodarstw domowych, wydatki na przejście z telewizji analogowej do nadawaniem cyfrowego, w większości z nich nie znajdowały się w przewidzianym budżecie i były czymś nieprzewidzianym. Zaś brak inwestycji mogło odciąć te gospodarstwa od dostępu do telewizji i informacji o otaczającym ich świecie.

Trudno jest oszacować grupę, której problem ten dotyczył. Jeszcze w 2009 roku szacunki CBOSu mówiły o 1,5 mln gospodarstw domowych, które potrzebowały pomocy ze strony państwa w związku z całym procesem. 10% badanych deklarowało brak środków na zakup sprzętu. Nic dziwnego, że przeważali w tej grupie robotnicy niewykwalifikowani, renciści, gospodarstwa jednoosobowe, gospodarstwa wielodzietne, a także osoby z wykształceniem podstawowym i ludzi powyżej 65 roku życia. 13,5% stwierdziło, że nawet cena 50 złotych za sprzęt była wygórowana. Badania te pokazały jak wielki był to problem, gdyż uznano, że co piąty Polak może być zagrożony wykluczeniem właśnie ze względu na początek nadawania cyfrowego.

Pomimo alarmujących badań po 3 latach postanowiono wyłączać nadajniki analogowe. Zaś z pomocy ze strony państwa dla osób ubogich w zakresie np. zapomogi na wymianę odbiornika zrezygnowano. Różne mogły być tego powody. Po pierwsze spadające ceny sprzętu w tym czasie (ale nadal trudno o dekoder poniżej 50 zł). Po drugie kolejne badania problem ten zmarginalizowały. Oszacowano w nich, że tylko 4% widzów nie stać na nowy sprzęt. A to spowodowało brak uzasadnienia takiej pomocy ze strony rządu. Jednak szybkie obliczenia mogą zdziwić, gdyż te 4% to było nadal kilkaset tysięcy odbiorców tracących z dnia na dzień dostęp do telewizji. Po trzecie rząd być może przestraszył się wizji podziału społeczeństwa. Tego kogo uznać w takim wypadku za ubogiego. Po czwarte, o czym za chwilę wspomnę, może spowodował to przypadek Włoch.

W innych krajach z problemem tym radzono sobie na wiele sposobów. Wielka Brytania, która jako pierwsza wchodziła w cyfrowe nadawanie przeznaczyła 7 mln na pomoc finansową dla najuboższych. W Niemczech i Szwecji zdecydowano się na dofinansowania, ale dla tych osób, którzy pobierają obecnie świadczenia społeczne. W USA postawiono na kupony zniżkowe odliczające od ceny dekodera 40 dolarów. Gorzej było we Włoszech. Rząd Italii postanowił po prostu zakupić dekodery każdemu z biednych. Na to nie pozwoliła Komisja Europejska, która jak wiemy często jest przeciwko dofinansowaniu czegoś z państwa. Jednak i z tym można było sobie poradzić w inny sposób. Przykładem może świecić Francja, której pomysł polegał nie na pomocy finansowej w zakupie sprzętu, ale na zaoferowaniu osobom uboższym usług darmowych instalatorów, którzy dekoder uruchomią, ustawią antenę itd. U nas mieliśmy niestety przerzucenie wszystkich kosztów cyfryzacji na barki obywateli.

Ostatnie badania na ten temat prowadzone były w województwie lubuskim (terytorium gdzie miesiąc później, jako pierwszym w kraju, wyłączane były nadajniki analogowe). Co ciekawe ich wyniki nie pozostawiły żadnych złudzeń. Zauważono korelację między większym dochodem gospodarstwa domowego, a jego lepszym przygotowaniem do całego procesu. A także to, że wraz ze wzrostem dochodu ludzie więcej wiedzieli o tym czym jest cyfryzacja i co jest potrzebne do odbioru nowej naziemnej telewizji. Natomiast w raporcie „Świadomość Polaków w rzeczywistości cyfrowej” czytamy, że aż 45% badanych obawiało się, iż na cyfryzacji, nie tylko tej dotyczącej teleodbiorników, skorzystają jedynie osoby o lepszych dochodach. Tym bardziej dziwić mogą słowa ówczesnego ministra Boniego, który twierdził, że ten obecny proces cyfryzacji wyrównuje szanse w dostępie do nowych technologii. Być może jest to prawda, ale w takim razie zostało kilkaset tysięcy ludzi, którzy mogli zostać jeszcze bardziej od reszty społeczeństwa oddzieleni.