Mamy czerwiec. Okres w mediach bądź, co bądź ogórkowy. Czas gdy ramówki z nowościami największych stacji telewizyjnych się skończyły. Ratują się one głównie powtórkami, no i wakacyjnymi koncertami lub festiwalami na żywo (nie liczę TVP, która za chwilę będzie królować dzięki Mistrzostwom Świata w piłce nożnej). Swoją szansę wyczuwają więc Ci trochę mniejsi.
Np. TV4. Choć to jedna z największych stacji w naszym kraju (ze względu na wcześniejszą obecność w analogowej telewizji naziemnej i przejście do nadawania cyfrowego), to wciąż jedna z wielu (w czołówce znajduje się tylko w trakcie serialu paradokumentalnego Policjanci i Policjantki).
No dobrze, ale czym chce zawalczyć o widza TV4? Dziwacznymi amerykańskimi produkcjami, których zapewne nikt inny nie chciał pokazywać. Mowa o takich hitach jak „Transakcje za Milion Dolarów: Los Angeles” i „Żona dla milionera”.
Oba programy ruszyły 2 czerwca i w zasadzie tyle można o nich powiedzieć. No bo jakim cudem coś takiego ma zapewnić telewidzów. Takie zagranie TV4 to coś jak powrót do lat 90-tych. Gdy cokolwiek z zagranicy przyciągało wszystkich z ciekawości. Będę więc zaskoczony, jeśli jedna z tych audycji odniesie sukces. Bo to oznaczałoby spory upadek ludzi i tak zakochanych w absolutnie beznadziejnych paradokumentach. A swatanie milionerów i rekordowi handlarze nieruchomości, to nie jest coś dla mnie.

