Zmęczenie materiału, czyli u fryzjera z gwiazdą

Zmęczenie materiału, czyli u fryzjera z gwiazdą

Powiedzmy sobie szczerze w telewizji było już w zasadzie wszystko. Naprawdę ciężko zaskoczyć widzów także w naszym kraju. Tym bardziej szanować należy producentów, którzy w pocie czoła siedzą i myślą, co by tu dać w ramówce jesiennej, a co potem zupełnie innowatorskiego w wiosennej. A tak po prostu się nie da. Dlatego powstają już najróżniejsze kombinacje łączące coś co było, w coś nowego.

Przykładem czegoś takiego może być nowa propozycja telewizji TTV. Mowa o programie Między nami. Główną rolę odegra tu salon fryzjerski (gdzieś to już było np. w Ostre cięcie tej samej stacji), główną postacią reality show będzie Łukasz Urbański (tak fryzjer, który sprawdził się u nich w Druga Twarz), a dodać do tego musimy celebrytów (przez ilość programów nie zamierzam wyliczać) i niczego nieświadomych uczestników.

No dobrze, ale po kolei. O co chodzi? Na wizytę u fryzjera umawiają się zwykłe Panie, które wcześniej podały (zapewne listę) swoich idolek. W związku z tym przygotowywana jest ich fryzura, a obok pojawiają się te z którymi uczestniczki tak bardzo chciałyby choć raz w życiu się spotkać.

Pomysł dobry na jeden sezon. W końcu potem każdy będzie wiedział po co idzie do fryzjera (choć i podając swoje idolki Panie mogą się domyślać, że nie jest to przypadkowe castingowe pytanie). Tylko czy znajdą się chętni oglądać spotkania celebrytek i kobiet, których fryzura będzie stylizowana właśnie na tą tych znanych pań?

Wiele zależy też od zestawu gwiazd. A tu szału nie ma (ba mężczyzn raczej ten program za bardzo nie zainteresuje) Maja Ostawszewska, Agnieszka Woźniak-Starak, Anna Starmach, Joanna Krupa, czy Ewa Grzelakowska-Kostoglu.

No i tak powstaje taki zapełniacz ramówki. Coś co jak pisałem nie ma szansy przetrwać więcej jak jeden sezon, bo straci swój główny atut, zaskoczenie. Ale zawsze zyskuje się na czasie. Można dłużej wymyślać coś lepszego na wiosnę. Najlepiej bardziej nowatorskiego, ale w końcu stwierdziliśmy że się nie da. Dlatego bliżej jesteśmy np. Jednego z dziesięciu podczas skakania do wody z celebrytami, niż całkowicie autorskiej idei.