Nadeszła pora napisać o jednym z największych błędów współczesnego dziennikarstwa. Ten kto często ogląda stacje informacyjne, już zapewne wie o co mi chodzi. Otóż mam na myśli notoryczne przerywanie wypowiedzi gościa.
Coraz częściej powtarza się sytuacja, w której do studia (zarówno telewizyjnego, jak i radiowego) zapraszany jest gość, ekspert, polityk. Jednak zamiast pozwolić temu komuś na spokojne wyłożenie swoich racji, w rozmowie bryluje dziennikarz (lub dziennikarka). To on co chwilę przerywa, zadaje kolejne pytania (w pół zdania), ba zdarza się że stawia własne tezy.
Coś co z jednej strony jest próbą zwrócenia na siebie uwagę, czy też pokazaniu widzom kto tu jest gwiazdą, z drugiej bywa wyrazem zwykłego chamstwa. No bo czy kulturalne jest zaproszenie kogoś po to, żeby nie pozwolić mu na trochę dłuższe zdania złożone?
Oczywiście w pewnym sensie rozumiem takie postępowanie dziennikarzy. Otóż zależy im na sprowokowaniu i zdenerwowaniu gościa. To znaczy wytrąceniu go z równowagi i ukazaniu w złym świetle. Poza tym zasypywanie pytaniami, w trakcie odpowiedzi na inne dopiero co zadane, daje możliwość sprawdzenia czy przypadkiem dana osoba nie powie czegoś, co będzie dla dziennikarza sensacyjnym „newsem”. Po prostu istnieje podejrzenie, że taka rozmowa może być o wiele ciekawsza, a do wszystkiego dochodzi tempo współczesnego życia, czyli chęć wyciągnięcia z gościa jak najwięcej w jak najkrótszym czasie.
Kiedyś tak nie było, a osoba zaproszona do studia naprawdę była gościem. Nie dość, że ją szanowano to pozwalano dokończyć wypowiedź nawet jeśli nie do końca się z nią zgadzano lub zaczynała odbiegać od tematu. Oczywiście można stwierdzić, że przecież mieliśmy komunizm i gdyby tylko jakiś dziennikarz zdecydował się na przerwanie wypowiedzi jakiegoś polityka, to nie skończyłoby się to dla niego zbyt dobrze. Tyle, że nawet teraz są kraje (także zachodnie np. Szwecja) gdzie pozwala się zaproszonemu gościowi na pełną wypowiedź. Pamiętajmyteż, że cała sprawa dotyczy rozmów twarzą w twarz. Jeśli rozmówców jest o wiele więcej to rzeczywiście przerywanie jest nieodzowne, ale wtedy chodzi o uporządkowanie rozmowy i ewentualne kłótnie pomiędzy gośćmi.
Ostatecznie istnieje jeszcze jeden powód przerywania wypowiedzi pojedynczemu gościowi. Otóż często rozmówcy (szczególnie polityczni) tylko czekają aż trafią na dziennikarza, który pozwala im na długie wypowiedzi. Po prostu wykorzystują jego kulturę osobistą, wykazując brak swojej. Przejmują kontrolę nad wywiadem i nagle to oni przerywają nawet próby pytań. Co sprawia, że dziennikarz już po pierwszej tego typu sytuacji zauważa, iż jeśli sam nie zacznie przerywać to nie będzie szanowany wśród swoich rozmówców. I tak koło się zamyka.
Jak więc widać błędy leżą często po obu stronach (zarówno prowadzącego rozmowę, jak i gościa). No ale nie możemy też popaść w skrajność. Jeśli słyszę, że dziennikarz mówi o wiele więcej od swojego rozmówcy to zastanawiam się tylko po co go zaprosił? Bo już lepiej było stworzyć własny program autorski z długimi monologami, a wypowiedzi innych „puszczać” z krótkich nagranych wcześniej materiałów filmowych.
