Tak to już jest. Najpierw cieszysz się, że ciekawy zagraniczny format pojawi się w Polsce, a potem dowiadujesz się szczegółów, oglądasz pierwsze odcinki i twój początkowy optymizm szybko gaśnie. Oto kolejny ubogi krewny w naszym wykonaniu, czyli „Lip Sync Battle Ustawka”.
Bitwę na śpiewanie z playbacku znamy przede wszystkim z amerykańskiego show Jimmy’ego Fallona. Po tym jak aktor John Krasinski i komik Steven Merchant wraz ze swoimi żonami wpadli na ten wyjątkowy pomysł. Pomysł, który zakłada dobrą zabawę i uczestnictwo nawet takich gwiazd, które ze śpiewaniem nie mają wiele wspólnego. Liczy się przede wszystkim dobre odegranie swojej roli w wybranej piosence.
Ostatecznie ten krótki element „Late Night with Jimmy Fallon” tak bardzo przypadł widzom do gustu, że powstał oddzielny program w całości mu poświęcony. „Lip Sync Battle” w wersji oryginalnej również okazał się sukcesem, bijąc rekordy oglądalności pokazującej go stacji Spike. My możemy go oglądać od jakiegoś czasu na antenie Comedy Central i choć z czasem autorzy programu zaczęli coraz bardziej kombinować (np. dzielenie jednego pojedynku gwiazd na dwa odcinki), to spełnia on swoją rolę. Dostarcza rozrywki.
Z zainteresowaniem śledziłem więc informacje o polskiej edycji „Lip Sync Battle”. Choć już obecność jej na początku tylko w Playerze, a nie na antenie TVN mogła zastanawiać, czy stacja pokłada w tym formacie nadzieję. No ale cóż włączyłem, rozsiadłem się i popatrzyłem.
W „Lip Sync Battle Ustawka” jest w zasadzie wszystko to co stanowiło o sukcesie amerykańskiej wersji. Mamy publiczność, taką samą scenografię, prowadzącego, dziewczynę mu towarzyszącą i wręczającą pas, no i gwiazdy udające, że śpiewają (przy drugim występie również się przebierające). Ba mamy nawet coś więcej, czyli kulisy show odsłaniane przez gwiazdy YouTube’a. Dlaczego więc jest tak źle?
Akurat do scenografii, czy publiczności nie ma co się doczepić. Jednak każde porównanie innego składnika programu wypada negatywnie. Gwiazdy trudno nazwać gwiazdami jeśli najbardziej znani z całego grona uczestników są Dawid Kwiatkowski, Marta Wierzbicka, Czesław Mozil i Barbara Kurdej-Szatan (część z czytających pomyślała sobie pewnie czyli nikogo nie znam). Większość gwiazd „Lip Sync Battle” to raczej osoby znane w sieci. Pomysł ciekawy, który w tradycyjnej telewizji oglądalności nie zbuduje (stąd pewnie Player).
Natalii Jakule jako współprowadzącej wiele brakuje do Chrissy Teigen (i tu nie chodzi o wygląd fizyczny żony Johna Legenda, a brak naturalności). Komedianci z Abstrachuje zbyt śmieszni również nie są (jeśli za szczyt żartów zza kulis można uznać rozbicie sztucznej butelki na głowie Sylwestra Wardęgi). Nawet realizatorzy czasem zbyt długo pokazują zamiast wykonawcy utworu, coś innego. Jedynie może coś tam próbuje robić Piotr Kędzierski (jako LL Cool J), ale on również wygląda jakby pasował, ale do jakiegoś innego programu.
Ostatecznie wszystko wygląda jakby sztuczne i robione na siłę. Co wskazuje na to, że raczej kolejnych edycji nie mamy co się spodziewać. Niestety również tym razem rzeczywistość zweryfikowała wszystkie oczekiwania. Fanom formatu pozostaje tylko wrócić do pierwszych odcinków wersji amerykańskiej, a o reszcie zapomnieć że w ogóle istniała. Natmiast polski „Lip Sync Battle. Ustawka” pojawi się w TVNie pewnie dopiero wtedy gdy skończy się ramówka, a program będzie premierą.
P.S. W najnowszym udostępnionym za darmo odcinku widać, że Misiek Koterski i Edyta Herbuś momentami nie znają tekstu piosenek i po prostu poruszają ustami (co byłoby prawie nie do pomyślenia w amerykańskiej wersji).

