Telewizja publiczna pełna reklam

Telewizja publiczna pełna reklam

Praktycznie w upadłości jest już BHRT, czyli publiczny nadawca z Bośni i Hercegowiny. W odróżnieniu od Telewizji Polskiej media w tym kraju utrzymują się z dodatku do rachunku za telefon stacjonarny. Przez lata takie rozwiązanie miało sens. Jednak gdy obywatele zaczęli coraz śmielej korzystać z komórek, kwota ok. 3,8 euro miesięcznie, podzielona na pół (bo BHRT otrzymuje z niej właśnie 50%) okazało się zbyt małym wsparciem. Nadawca co miesiąc powiększa swoje straty o kolejne 250 tysięcy euro, a i tak dokonano wszystkich możliwych cięć (ba występ Bośni i Hercegowiny na Festiwalu Eurowizji fundowany jest w całości przez sponsora). Obecnie BHRT nie stać już nawet na to by w terminie regulować opłat m.in. za prąd. Co to ma jednak wspólnego z Polską?

My stoimy obecnie przed trudną decyzją. Potrzebne jest bowiem ustalenie jak finansować nasze media publiczne, które chociaż nie są jeszcze w takiej sytuacji, jak te w Bośni i Hercegowinie, ale i tak w 80% utrzymują się tylko z reklam. Abonament Radiowo-Telewizyjny jest w takiej sytuacji przeżytkiem, którego prawie w ogóle się nie opłaca, a obowiązkowa opłata audiowizualna gdy wreszcie wejdzie będzie musiała być jakoś pobierana. Jak nie z rachunkiem za prąd (z którego rezygnują Czechy), to może jako dodatek do PITa, albo właśnie do opłaty za telefon lub co bardziej prawdopodobne Internet.

Agencja mediowa MEC właśnie do Internautów zwróciła się z pytaniem co z tym fantem zrobić. No i się zaczęło. Choć 58% badanych jest za tym by zmienić dotychczasowy model finansowania mediów publicznych, to tylko 7% z nich zgodziłoby się płacić więcej w zamian za lepszą jakość programów. O wiele częściej wskazywano na oddanie TVP i Polskiego Radia w całości reklamodawcom (55%), sprawienie by coś z pozoru publicznego wspierały media prywatne (26%) oraz stagnację w postaci dotychczasowego abonamentu tylko z niższą opłatą (17%).

Wiem, wiem Internauci, ale tak naprawdę powinienem napisać osoby, które nie mają bladego pojęcia na temat finansów, nie znają żadnych wyliczeń (w tym tych, że TVP na samych reklamach się nie utrzyma) i robią wszystko po to by za media publiczne nie płacić (ba pewnie i tak w tym momencie tego nie robią, choć o to nie zapytano). Mając jasny wybór, większa opłata lub jej brak w zamian za więcej reklam, 61% badanych stawia na to drugie. W innym pytaniu 67% ankietowanych nie widzi problemu w przerywaniu programów nadawców publicznych reklamami w trakcie (jeśli to też pomogłoby wymigać się z jakichkolwiek opłat).

Ostatecznie zapytano o ewentualną wysokość opłaty audiowizualnej. Tu jednak z poczucia obywatelskiego obowiązku 33% postawiło na kwotę poniżej 10 złotych, a „tylko” 31% stwierdziło, że nie ma zamiaru nic płacić.

No i co z tego wynika? Mamy badanie (przeprowadzane 25 i 26 stycznia, a opublikowane już 3 lutego) na reprezentatywnej próbie tysiąca Internautów, którzy w dużej mierze są osobami młodymi, nie oglądającymi aż tak dużo programów TVP (albo o tym nie wiedzący, bo ¼ korzystających z Internetowych wypożyczalni wideo korzysta z materiałów Telewizji Polskiej) lub co gorsza będący jedynie odsetkiem wśród płacących abonament. Do tego mamy Dom mediowy, który z reklam żyje (niby szczegół, a jak istotny). To ja w takim razie dziękuję, poczekam aż pojawi się właściwa ustawa i wtedy pogadamy.