O braku przestrzegania prawa autorskiego na świecie

Niedawno wszystkich zaskoczyła informacja z Korei Północnej. Wódz Kim Dzong Un, będący fanem Manchesteru United, postanowił nakazać państwowej telewizji w tym kraju pokazywania rozgrywek angielskiej Premier League. Poza jego klubem pokazywany miał być także Arsenal i Chelsea. Słowa te zaraz spotkały się ze stanowczą odpowiedzią ze strony rzecznika prasowego ligi.

Powiedział on, że Korea Północna nie ma zakupionych praw do transmisji ligi angielskiej i jakikolwiek mecz na antenie telewizji publicznej tego kraju, byłby łamaniem praw autorskich. Nie wiemy jednak czy nie przyszło w tej sprawie zapytanie z państwa Kim Dzong Una. A nawet jeśli nie, to powiedzmy sobie szczerze, czy dla państwa straszącego od lat bronią nuklearną, nielegalne transmisje Premier League są niemoralne?

Szczególnie, że państw nie liczących się z prawami autorskimi, również w telewizji, jest więcej. Ligę angielską od wielu lat pokazuje w Afganistanie kanał Rah-e-farda. Oczywiście nie ma do niej jakichkolwiek praw (podobnie jak do hiszpańskiej, włoskiej i Ligi Mistrzów). A jednak sprawą nikt się nie zajmuje i bez problemu pokazywane są mecze piłkarskie. Stacja transmituje wszystko za pośrednictwem kodowanych kanałów, które mają umowę z władzami lig.

Sytuacja staje się jeszcze bardziej absurdalna biorąc pod uwagę fakt, że publiczna telewizja z Afganistanu, jako jedyna podpisała umowę z władzami ligi hiszpańskiej. Wydawać by się mogło, że powstrzyma to inne kanały w tym kraju i nielegalne transmisje się skończą. Nic z tego, zdarzało się, że te same mecze pokazywane były jednocześnie legalnie i nielegalnie na różnych stacjach.

Kurdystan to część Iraku, na której obecnie toczy się walka o niepodległość. Jednak telewizje z tego regionu również nie liczą się z prawami autorskimi. Poza transmisjami piłkarskimi, mamy tam też filmy emitowane zdecydowanie przed prawdziwą premierą telewizyjną. Niech przykładem będzie „Grawitacja”, którą pokazano mniej więcej 4 miesiące temu. Wszystko oczywiście z oryginalnym dźwiękiem i nałożonymi napisami.

Często podobnie jest też w innych krajach Bliskiego Wschodu. Do tej pory pamiętam kanał HD TV (wysoką rozdzielczość miał tylko w nazwie), na którego antenie były w zasadzie premiery kinowe. I już ponad dwa lata temu pokazano „Skyfall”, „Hobbita” itp. itd. Jednak ten kanał ostatecznie przegrał z właścicielami praw autorskich. Prawdopodobnie dlatego, bo by zbyt szeroko dostępny. Później pomimo obietnic nie wrócił. Co tylko pokazuje, że nie każdej telewizji, w egzotycznych z naszego punktu widzenia, krajach pokazywanie nielegalnych materiałów, się upiecze.

W Internecie z prawami autorskim również nie jest wesoło. Ja jednak nie mam zamiaru przedstawiać jakichkolwiek nielegalnych stron, a wskazać na przykłady, które wydawać by się mogły, oficjalne. Po pierwsze Chiny, które małpują rozwiązania serwisów np. z USA. Stworzyli tam m.in. własną wersję Youtube’a. Jest więc Tudou i Youku. Gdzie nawet bez znajomości języka, bez problemu zobaczymy wyszukiwarkę, wpiszemy np. interesującego nas artystę i poczekamy co zostanie znalezione. Będzie tu na pewno wiele teledysków, a czasem koncertów, czy dłuższych wystąpień. Mnie jednak najbardziej zdziwił dostęp do niektórych wycieków piosenek, jeszcze niepublikowanych. Tyle, że to raczej niedługo się skończy, bo słyszymy o coraz większym ograniczaniu treści zagranicznych w Chinach. Przykładem niech będzie wycofanie seriali „Teoria wielkiego podrywu” i „Żona idealna”.

Do tego wszystkiego można jeszcze dodać Rosję (i nie tylko bo też Białoruś, Ukrainę) i ich wersję Facebooka. A tam po pierwsze kopie profili znanych osób. Przynajmniej mi wydaje się mało prawdopodobne, że gwiazdy zakładają sobie specjalnie konto na rosyjskim portalu i go regularnie uzupełniają. Więc możliwe, że ktoś po prostu wrzuca te same materiały, które znajdują się na najbardziej znanym portalu społecznościowym z Ameryki. A na rosyjskim Facebooku jest nawet profil najbardziej znanego w naszym Internecie SA Wardęgi.

Poza tym na rosyjskim Facebooku wrzucane są w całości filmy, seriale z USA. Oczywiście wszystkie nielegalnie. Usuwane są dopiero gdy właściciele praw autorskich to zgłoszą (a i tak działa to tylko w przypadku plików publicznych). A przecież materiały te mogą być inaczej podpisane, np. cyrylicą i nigdy nie zostaną wyszukane. Choć dostęp do wszystkiego jest prosty za pomocą… Google.

Jak widać na podanych przykładach, prawo autorskie nie jest przestrzegane w równym stopniu, na całym świecie. Oczywiście najgorzej wygląda to w Internecie, gdzie liczba stron z pirackimi materiałami jest ogromna. Ale zdarza się, że nawet i telewizje, będące synonimem legalności w pokazywaniu sportu, czy filmów prawem autorskim się nie przejmują. I tu pojawia się problem z tym, że teoretycznie powinien być dozwolony dostęp do wszystkiego, ale jeśli by tak było każdy tworzyłby za darmo. Co zmniejszyłoby nie tylko ilość, ale i jakość odpłatnych materiałów.