Od lat znamy powiedzenie nic dwa razy się nie zdarza. Oczywiście nie dotyczy on świata telewizji. Tu niektóre programy, nie tylko rozrywkowe, mogą doczekać kilku, czy kilkunastu serii. W myśl zasady widzowie lubią to co znają i chętnie obejrzą kontynuację. Są jednak programy, w przypadku których warto by było przyznać się do pomyłki i zwyczajnie wycofać z ich dalszego pokazywania.
Szczególnie jest to trudne w przypadku programu, który od lat cieszył się sporą popularnością. Myślę w tym przypadku o „Tańcu z gwiazdami”, przejętym w 2014 roku z TVNu do Polsatu. Tu krótkoterminowo mogliśmy mówić o błędzie TVN, który pozwolił na utratę tego formatu. Jednak teraz i Polsat zwiesił jego produkcję. W nowej jesiennej ramówce tanecznego show ma już nie być, a co dalej zobaczymy (bo oglądalność programu zwyczajnie spadała z serii na serię).
Przejdźmy jednak do TVNu i tego dlaczego w tytule piszę o tym, że to stacja uparta. Pamiętacie zapewne jeden z najbardziej kontrowersyjnych reality show, który pojawił się ostatnio na polskich kanałach telewizyjnych. Tak, mam na myśli „Ślub od pierwszego wejrzenia”, który już jesienią ponownie zagości na ekranach naszych telewizorów.
Program, w którym osoby zupełnie sobie nieznajome poznają się w urzędzie stanu cywilnego (zresztą niewiele z nich chciało się zgodzić, by kamery pojawiły się akurat u nich), by powiedzieć sobie sakramentalne tak, powraca. Na jakiej podstawie? No oglądalność była zadowalająca (najbardziej finałowego odcinka, który pokazano pół godziny wcześniej, 1,64 mln widzów, a średnia całej serii wyniosła 1,5 mln). Nikt natomiast nie pomyślał o problemach pierwszej edycji tego wyjątkowego show.
Przecież nie przetrwała żadna, skojarzona przez wybitnych specjalistów, para. Widzowie oglądali rozstania, kłótnie i to, że eksperyment po prostu się nie udaje. Jednak zdaniem stacji program się udał i warto go kontynuować.
No dobrze, ale co może być dalej? Przecież uczestnicy drugiej edycji nie będą już tak zaskoczeni jak ci z pierwszej. Mogą grać, udawać, chcieć zdobyć swoje 5 minut sławy, a nie miłość, o jaką w całym tym programie powinno chodzić. Poza tym oglądalność mogła być wzbudzona przez zwykłą ciekawość i kontrowersje, ta jednak również wraz z kolejnymi edycjami najróżniejszych programów spada. No, ale co ja mogę wiedzieć i jakbym nie przekonywał, to i tak na koniec najważniejszy dla stacji jest słupek oglądalności i kasa zarobiona z reklam. Jeśli to się zgadza, to już treść programu się nie liczy.

