Wakacje zbliżają się ku końcowi. Nic więc dziwnego, że coraz więcej wiemy o jesiennej ramówce największych stacji telewizyjnych. Tym razem jedną ze swoich nowości pochwalił się Polsat. To jeszcze jedno muzyczne show, co tylko pokazuje trend jaki mamy. Jak najwięcej śpiewania i nucenia.
Polsat, do walki o widza na jesieni, postanowił wykorzystać dość nowy, bo tegoroczny, format z Wielkiej Brytanii. Mowa o All together now, który w polskiej wersji otrzyma przydomek Śpiewajmy razem. O co w nim chodzi?
Przede wszystkim o największy panel jurorski w historii. To setka ludzi znających się na muzyce. Gwiazdy, znani piosenkarze, uczestnicy innych talent show, czy osobowości z ogromną charyzmą. Wszyscy uczestnicy (bez względu czy to soliści, duety, zespoły, a także jaki rodzaj muzyki prezentują) zaśpiewają właśnie przed nimi. Ich zadanie jest teoretycznie proste. Sprawić, by jak największa ilość jurorów zaczęła śpiewać razem z nimi.
Będzie więc osiem odcinków. W każdym dwójka uczestników, która przekona do śpiewania największą liczbę jurorów awansuje do finału. Całość prowadzi znany z kabaretu Igor Kwiatkowski, a panel jurorski składać się będzie m.in. z Ewy Farny, Saszan, Dariusza Kordka, Ramony Rey, Anji Ortodox, Tabb, Conrado Yaneza, Tabba, czy Nicka Sinclaira.
Wygląda więc na to, że szykuje się dobra zabawa. Szczególnie, że w Wielkiej Brytanii program był hitem z ponad 4 milionową oglądalnością. Obecnie szykowana jest więc nie tylko jego druga wersja w tym kraju, ale i premierowe m.in. w Brazylii, Francji, Niemczech, Australii.
Tak naprawdę jest więc tylko jedna rzeczy, która w całym tym i innych projektach muzycznych mnie niepokoi. Powtarzanie się. Dokładnie powtarzanie się uczestników. Wiem, że jesteśmy dużym i zdolnym narodem, ale w ostatnich latach mieliśmy taką ilość talent show, że ilość chętnych uczestników po prostu się wyczerpuje (nawet coraz młodsi są zaangażowani np. w Voice Kids). Powoduje to taką sytuację, że czasem rozpoznajemy kogoś, kto był już w tej czy tamtej stacji bez sukcesu i próbuje ponownie. Niech więc i o tym stacje pamiętają. Nie tylko liczba celebrytów jest przecież ograniczona.

