Eurowizja będzie nasza?

Nasz najlepszy występ na festiwalu Eurowizji to oczywiście 1994 rok, Edyta Górniak i najlepszy debiut jakiegokolwiek kraju w historii konkursu (2 miejsce). O sukcesie stanowiła znakomita piosenka (specjalnie pozbawiona szeleszczących głosek), piękny głos i wygląd Edyty. Pewnie mogło być i zwycięstwo, ale przeszkodziła w tym próba, na której piosenkę zaśpiewała w połowie po angielsku wbrew regulaminowi (co odbiło się na ilości głosów, ale ostatecznie Irlandia wygrała z 60 punktową przewagą, więc to raczej gdybanie).

Podczas naszych występów na Eurowizji próbowano różnych metod. Na początku wysyłano po prostu najlepszych piosenkarzy (stąd udział oprócz Edyty Górniak, Justyny Steczkowskiej, Mieczysława Szcześniaka, czy Anny Marii Jopek z nadal lubianą przez fanów konkursu, bo znajdującą swoje miejsce w sylwestrowych listach przebojów propozycją „Ale jestem”). 7 miejsce Ich troje zawdzięcza jeszcze innemu podejściu, czyli doskonałej promocji utworu zagranicą (m.in. udział w niemieckich preselekcjach). Za drugim razem było trochę gorzej choć warto odnotować najdłuższy tren sukni w historii festiwalu i więcej niż jedna żona Michała Wiśniewskiego (to było show).

Show w naszym wykonaniu było bardzo różne. Przy okazji występu Piaska oznaczało to ciepłe futro, które podczas wykonywania piosenki z siebie zrzucił (pozwoliło to jedynie na nagrodę dla najgorzej ubranego piosenkarza). Podczas startu Blue Cafe silnie prześwitującą sukienkę i chyba umowę z realizatorem by jak najwięcej razy pokazywany był Paweł Rurak-Sokal. Aż doszliśmy do zeszłorocznego występu ze skąpo ubranymi paniami piorącymi i robiącymi masło (SMS-y to przyniosło, ale słabo wypadliśmy z powodu dodania do głosowania ocen jurorskich).

W międzyczasie próbowano także wysłania Amerykanki (Isis Gee), ukłonu w kierunku braci Rosjan (zwrotka Ivana i Delfina w tym języku), propozycji ludowej (Marcin Mroziński) i bardziej dyskotekowej (Magdalena Tul). Te niepowodzenia (a może bardziej to, że nikt w Europie nas na tyle nie lubi, by przyznawać nam po sąsiedzku wielu punktów) sprawiły, że przez dwa lata Polski nie było na Eurowizji.

Teraz jednak podjęto jeszcze inną próbę zdobycia głosów Europy. Telewizja Polska zdecydowała, że na konkursie wystąpi Monika Kuszyńska, która od nieszczęśliwego wypadku zespołu Varius Manx jeździ na wózku inwalidzkim (warto dodać, że występowali oni w preselekcjach w 2003 roku). Dla jednych jej wybór to znakomity pomysł TVP, dla innych niewiele on wniesie.

Oczywiście pokazujemy swoją otwartość, ale za tym powinna również iść znakomita piosenka. My wystawiamy balladę, a tych w tegorocznym konkursie jest za dużo (mniej więcej 3/4). Tak naprawdę każda dobra i żywsza piosenka miałaby tym razem okazję się wyróżnić z tłumu. Poza tym większymi faworytami na zwycięstwo od nas jest na razie fiński zespół punk rockowy, w którym występują muzycy z zespołem Downa.

Oczywiście nie wątpię w to, że przejdziemy przez półfinał (bo przynajmniej głosować na nas może w nim m.in. Wielka Brytania i Niemcy), ale niestety nie liczę na coś więcej, czyli zbliżenie się do wyniku Edyty Górniak. Tak naprawdę wszystko zależy od oceny kompozycji przez jury, a ci niestety jak już pisałem będą musieli zdecydować którą z ponad 20 ballad wyżej cenią. Tak czy inaczej pokazujemy na festiwalu zupełnie inną twarz, o 180 stopni różniącą się od zeszłorocznej propozycji. Ja zaś nie zdziwię się jeśli wygra specjalnie zaproszona na rocznicę konkursu Australia (w końcu więcej razy takiej szansy nie będzie miała).