Prowokacje, czyli eksperymenty społeczne w telewizji

Zajmując się socjologią i pisząc o mediach nie sposób nie zauważyć programu TTV „Betlejewski Prowokacje”. Co tydzień w niedzielę o 22 nadarza się okazja zobaczyć jak reagują Polacy na nietypową sytuację, no i przede wszystkim czy mają w sobie wystarczającą ilość empatii i odwagi by pomóc drugiemu człowiekowi będącemu w potrzebie.

Dotychczas podobne eksperymenty mogliśmy zobaczyć w Internecie, za granicą, czy przeczytać o nich w raportach badawczych. Teraz wystarczy usiąść przed telewizorem i obejrzeć ten, w pewnym sensie kontrowersyjny, program oraz dowiedzieć się jakim jesteśmy społeczeństwem. Za nami już cztery odcinki. W pierwszym podjęto kwestię przemocy w rodzinie, drugim kradzieży w sklepie, trzecim zawału w parku, a czwartym pigułki gwałtu (w najbliższą niedzielę zobaczymy natomiast reakcje na mobbing w pracy).

Za każdym razem ta sama prowokacja prezentowana jest na trzy możliwe sposoby (tak aby dowiedzieć się czy zmiana wpłynie dodatkowo na zachowanie zwykłych przechodniów). Krakowscy aktorzy jak najbardziej realistycznie odgrywają wcześniej przygotowaną scenkę. W przypadku inscenizowanego zawału serca najpierw sprawdzano jak ludzie zareagują gdy zasłabnie matka z dzieckiem, potem amatorka sportu, a na końcu bezdomna (od której czuć alkohol).

Potencjalnie najchętniej powinniśmy pomóc matce z dzieckiem, a tak naprawdę ważne jest życie każdego człowieka (przecież są różne sytuacje, w których pozory mylą i ktoś wyglądający na pijanego tak naprawdę może mieć np. padaczkę, czy problemy z cukrzycą). Jednak najważniejszy wniosek płynący z całego odcinka był taki, że w większości Polacy nie znają się na pierwszej pomocy.

Według jednej z kobiet matka z dzieckiem była za młoda, żeby mieć zawał, podczas gdy druga postanowiła podnieść leżącej nogi do góry (skoro czuje się słabo). Tylko nieliczni sprawdzali puls, czy oddech, a zdarzył się nawet przypadek pytania o drogę innych ratujących życie (już po jego sprawdzeniu). Wiedzę na temat pierwszej pomocy coraz częściej zdobywamy z Internetu, a nie pomagają nam nawet telefony do mamy, która miała pokierować działaniami na odległość.

Dodatkowymi trudnościami w całej sytuacji był m.in. rozpraszający uwagę aktor podszywający się pod sąsiada, czy brak ubezpieczenia kobiety, która źle się poczuła po krótkiej gimnastyce w parku (przez co musiałaby z własnej kieszeni zapłacić za przyjazd karetki). Na szczęście to co pokazano w programie może napawać optymizmem. Ponieważ chociaż nie znamy się za bardzo na pierwszej pomocy to przynajmniej nie pozostajemy obojętni na tragedię drugiego człowieka (zwykły emeryt był w stanie bez zastanowienia zapłacić za karetkę). Nie wszędzie jest to tak oczywiste, bo w eksperymencie telewizyjnym w Wielkiej Brytanii ponad 600 osób przeszło obojętnie obok dzieci, które zgubiły się w mieście i potrzebowały pomocy.

W Polsce ciekawy był również odcinek, w którym sporo ludzi chciało zapłacić za kradzież batonika przez matkę z dzieckiem (głównie z powodu wstydu dziecka), bezdomną i pijaną. Jedynie pojedyncze osoby siliły się na komentarz, że kradzież z głodu nawet taniego batonika nie jest uzasadniona i „można iść do pracy, bo jest XXI wiek”.

Każdą scenkę kończy wejście prowadzącego program, które w sumie przypomina to znane z „Mamy cię”. To właśnie jeden z zarzutów jakie pojawiają się pod adresem producentów „Betlejewski prowokacje”. Ten najważniejszy to ewentualne powstanie jeszcze większej „znieczulicy”, bo przecież nie warto pomagać skoro być może to tylko telewizyjne show. Z czym osobiście się nie zgadzam. Taki program jest potrzebny i wprost przeciwnie zwraca uwagę na bardzo ważne problemy współczesnego świata. No i przede wszystkim jest wyjątkowo wzruszający i pozytywny, a tego w Polskiej telewizji brakuje.