Ta sprawa obiegła Internet jakby z opóźnieniem. Mam na myśli oczywiście bardzo kontrowersyjny wpis i zdjęcie na Instagramie marki napojów Tiger. Przypomnę tylko, że 1 sierpnia, w rocznicę Powstania Warszawskiego ktoś wpadł na pomysł, by opublikować fotografię wyciągniętego środkowego palca z podpisem „Dzień Pamięci. Chrzanić to co było, ważne to co będzie”. Co po około tygodniu wstrząsnęło opinią publiczną.
Gdy już rozpętała się burza pojawiły się w tej sprawie pierwsze komentarze, opinie i pytania. No bo czy to karygodna pomyłka? Niewiedza jak w przypadku zdjęcia Żytniej (poprzednia tak duża wpadka marki w Internecie)? A może z góry zaplanowany plan, by szokować i docierać w taki sposób do swojej grupy docelowej?
Najbardziej prawdopodobne, że to ostatnie. Wystarczyło bowiem sprawdzić inne grafiki pojawiające się na profilu marki. A w nich m.in. „Dzień lotnictwa. Lecimy nie śpimy” na 10 kwietnia, „Boże ciało. Powiedz kobiecie, że ma boskie ciało. Zawsze kobietom komplementów za mało”, czy „Dzień lodów. Dlaczego masz podarte rajtuzy – Byłam na lodach mamo”. A to tylko kilka wybranych propozycji.
Powiedzmy sobie szczerze na pewno był to (bo został zlikwidowany) jeden z najbardziej kontrowersyjnych, ale i najciekawiej prowadzonych profili społecznościowych firmy w naszym kraju. Granice przekraczano bardzo często, ale to również podobało się wielu młodym odbiorcom napoju (oprócz tego jest przecież część kraju dość negatywnie nastawiona do ogólnopolskiego święta pierwszego dnia Powstania Warszawskiego).
Gdy cały Internet zalała fala hejtu na napój i jego producentów, zaczęto zastanawiać się jak marka poradzi sobie z tym kryzysem. No i mamy odpowiedź. Agencja marketingowa za kozłów ofiarnych uznała zwykłych pracowników (którzy przecież musieli uzgadniać co wrzucają na profil z wyprzedzenie i mieć potwierdzenie osób wyżej postawionych), a marka agencję, z której usług zrezygnowała (choć też przecież powinna wiedzieć, co pojawia się w jej imieniu w Internecie).
Do tego doszedł przelew 0,5 mln złotych na konto Światowego Związku Żołnierzy AK. Ogólnie zwykły proces wybielania, wskazujący na to że każdy chciał się ratować jak tylko potrafił oraz, że wbrew pierwszym opiniom nie była to akcja zaplanowana na uzyskanie rozgłosu i dodatkową reklamę.
Aż do tej afery jednak nikt nie miał pretensji do osób przygotowujących kontrowersyjne grafiki, ba po prostu marce ta współpraca się opłacała. Dlaczego więc karze się szeregowych pracowników, którzy bardzo prawdopodobne, że wykonywali tylko odgórne ustalenia na wyższych szczeblach? Bo tak prościej, by nadal zarabiać swoje. Pozyskiwać klientów i napoju i agencji.

