Gorąca linia Putina, a u nas?

Już tydzień minął od corocznej gorącej linii z Władimirem Putinem w Rosji. Mowa o show podczas, którego każdy obywatel, bez wyjątku, może zadać pytanie obecnemu prezydentowi. Wszystko dzieje się na żywo, choć pytania są wcześniej znane i oczywiście wybierane przed ich pojawieniem się na wizji. Jest ogromne studio, publiczność, dziennikarze i wielki stół, za którym zasiada Władimir Władimirowicz. Można z tego rodzaju przedstawień się śmiać i je krytykować, ale ja postawię inne pytanie. A dlaczego czegoś podobnego nie ma w Polsce?

Powiedzmy sobie szczerze, kontakt z naszymi politykami jest wyjątkowo utrudniony. Widzimy ich w mediach,są konferencje prasowe (jednak z dziennikarzami), a także np. relacje z sejmu. Jednak jeśli chodzi o kontakt obywatel-polityk to pojawia się on dziwnie zawsze dopiero przed jakimiś wyborami. Z jednej strony mam na myśli debaty, w których wybrane pytania są zadawane przez dziennikarzy (nie tak bezpośrednio, a i ostatnio o zorganizowanie debaty trudno). Z drugiej wizyty w terenie. Znane przeważnie z PRL-owskich wizyt gospodarczych. Wtedy polityk wychodzi do narodu, chwilę z nim porozmawia, a co najwyżej zostanie na spotkaniu w domu kultury.

Możemy więc śmiać się z wyglądu rosyjskiej demokracji (która tak naprawdę nią nie jest), ale pewne działania Putina mogą zawstydzać, ale i denerwować, zachodnich polityków. Wyobraźmy sobie, nawet nie spotkanie premiera Tuska lub prezydenta Komorowskiego z obywatelami na żywo w studiu telewizyjnym. Obawiam się, że znaczna część pytań wprowadzałaby niepotrzebną kłótnię, była nie na miejscu, albo odpowiedź na nie szłaby w zupełnie innym kierunku. No dobra nawet jeśli wybrano by jakieś pytania, wybrano ludzi je zadających to zaraz pojawiłaby się krytyka.

Jednak czy obecnie coś takiego nie ma miejsca? Oczywiście ma za sprawą mediów. Przecież każde wystąpienie polityka jest przedstawiane (profesjonalnie mówiąc) w jakiejś ramie. To od dziennikarzy zależy jak przedstawią daną wypowiedź, w jakim kontekście ona się pojawi, czy zostanie do niej dodany komentarz, albo z rzadka ile razy zostanie pocięta, by stworzyć względną całość. To dokładnie to samo jak przygotowane pytania do Putina, ale nie na żywo, a obrabiane później.

Kolejna sprawa. Przecież zaangażowanie obywatelskie w politykę w naszym kraju, uczciwie mówiąc „leży” (ostatnio jedynym pozytywnym omenem są budżety obywatelskie). A co mamy w przypadku gorącej linii z Putinem? Około 2 miliony pytań zgłoszonych tylko w tym roku. 12 edycji, ponad 800 pytań, na które odpowiedź została udzielona oraz każdorazowo prawie 4 godziny programu z najważniejszym politykiem w kraju (na kilku antenach). No i nowoczesne sposoby kontaktu z obywatelami. Tym razem pytania można było nie tylko wysłać listownie i mailowo, ale także nagrać i wysłać z każdego mobilnego urządzenia, no i podczas łączenia się na żywo z różnymi regionami kraju.

Dlaczego więc u nas nie wprowadzić czegoś podobnego? Bo byłoby to sztuczne. Bo potrafimy tylko narzekać i krytykować. Bo i tak byłoby wszystko ustawione. Bo po co to robić co roku skoro wybory są rzadziej. Bo kultura polityczna sięga rynsztoku. Bo nie lubimy polityków, a i wolimy prosty przekaz przygotowany nam przez dziennikarzy (dzięki któremu nie trzeba myśleć). A może jednak choć raz spróbować wprowadzić taką gorącą linię? Może z całym rządem? I dopiero wtedy oceniać czy był to poroniony pomysł. Tak czy siak w kontaktach z politykami trzeba coś zmienić. Bo w czasach mobilności i Internetu kancelarie posłów to za mało.