Tabloid na tropie milionera, czyli jak napisać artykuł o niczym

W sobotę miliony Polaków ściskało swój kupon Lotto i liczyło na cud, czyli szóstkę dającą wygraną w wysokości ponad 30 milionów złotych. Pomarzyć zawsze można, ale gdy wiązanka przekleństw na swoje parszywe szczęście się skończyła, zaczęła się zwykła wścibska ciekawość. Kim jest osoba, która taką sumę sprzątnęła nam sprzed nosa?

Jak zwykle w takiej sytuacji pomóc nam stara się jeden z tabloidów (tym razem na swojej stronie Internetowej, choć nie wykluczone, że ta sama treść pojawiła się w gazecie). Jednak nawet jego dziennikarzom trudno prowadzić dochodzenie wiedząc tak niewiele. Pewna jest jedynie informacja o tym, że milioner (lub milionerka) pochodzi z Suwałk, nie grał na „chybił trafił” tylko samemu wypełnił kupon (z cyframi 5, 14, 34, 36, 38, 41) i aby trafić szóstkę wydał 32 złote.

Mimo wszystko ktoś z tabloidu stwierdził, że tyle wystarczy. Warto przecież oszczędzić sobie pracy i kosztów szukania czegoś więcej na miejscu w Suwałkach. Natomiast resztę artykułu można napisać o wszystkim i o niczym, tworząc zbitek z tego co bez problemu znajduje się w Internecie. Sukces wzmocni również nagłówek stworzony tak, żeby sugerował wszystkim czytelnikom że po przeczytaniu artykułu poznają wielką tajemnicę.

A tak naprawdę co otrzymają w zamian? Dziwne rozważania na bazie statystyk, które poziomem znacznie odbiegają od tego co tworzył robot dla „LA Times”. Zaczyna się od informacji o tym, że w Suwałkach już raz padła najwyższa wygrana i to blisko pół roku temu. Następnie dowiadujemy się jaka jest średnia płaca w mieście (2809 zł z elokwentnym dodatkiem „czyli niewiele jeśli odejmiemy od tego składki i podatki”). Sugeruje to zdaniem autorki (będącej widmem tworzącym kilka takich hitów dziennie), że zwycięzcy pieniądze były potrzebne.

Dalej mamy płeć. Możliwe, że kobieta (jest ich 109 na 100 mężczyzn w mieście). Po czym wiek (pewnie 25-29 lat lub powyżej 50-tki, bo takich osób „w mieście także jest bardzo dużo”) i praca (własna firma budowlana, handlowa lub przetwórcza). No i tu tekst się urywa. A czytelnik tabloidu, który o tym napisał pozostaje z ogromnym niedosytem. No ale przecież dla nich treść się nie liczy, tylko ilość „jeleni”, którzy kliknęli w linka.