Nowy program TVNu „Mali giganci” co tydzień ma największą oglądalność z wszystkich reality show emitowanych w wiosennej ramówce. Pierwszy odcinek zgromadził średnio 3,75 milionów widzów, a drugi 3,6 mln (zdecydowanie wygrywa też z silną konkurencją jaką jest w tym samym czasie „Celebrity Splash” Polsatu). Powoduje to, że producenci programu pokazującego utalentowane dzieci powinni być tylko zadowoleni, a jednak muszą się gęsto tłumaczyć.
Krytyka programu spada bowiem z najróżniejszych stron (nie tylko dziennikarzy konkurencyjnych stacji, którzy również mają swoje argumenty). Wszystko przez formułę „Małych Gigantów”, to znaczy głównie eliminowanie z programu dzieci, które zdaniem jury były często minimalnie słabsze.
Pisałem ostatnio o zawodzie jurora i zwracałem uwagę na to, że w programie typu „Mali giganci” trzeba być wyjątkowo delikatnym, a jednak niektóre wypowiedzi jurorów wydają się być niewłaściwe z punktu widzenia psychologa. Dorota Zawadzka (znana też jako „Superniania”) stwierdziła: „przemilczę pewne wypowiedzi jury, bo słowa cisnące się pod palce nie nadają się do upublicznienia”. Dziwi to tym bardziej, że w jury są przecież dwie matki, bo od Kuby Wojewódzkiego nie należy wymagać współczucia względem dzieci (jego obecność w programie krytykowała posłanka Marzena Wróbel).
Krytykowane jest również porównywanie występów dzieci. Choć są one podzielone na kategorie (np. śpiew, taniec), to trudno decydować o dalszym awansie jeśli jedno dziecko tańczy hip hop, a drugie chociażby taniec towarzyski. Formuła taka może się sprawdzać, ale tylko w przypadku „Mam talent”, czyli show gdzie uczestnikami są też dorośli. Dziennikarka Paulina Smaszcz-Kurzajewska napisała „Tak mi żal maluchów. Tam nie ma równych szans”, a Dorota Zawadzka zwróciła uwagę na to, że kosztem pięknie śpiewającej dziewczynki awansował chłopczyk, który fałszował ale potrafił „zbajerować” jurorów.
Mimo wszystko najbardziej kontrowersyjne jest samo odpadanie dzieci z programu. Twarda decyzja jury ten, czy tamten. Dorota Stalińska napisała, że „Do tej pory tego typu programy dewastowały tylko, też zupełnie nieświadomych w co wchodzą, dorosłych … im więcej łez i rozczarowań uczestników tym dla twórców programu lepiej … Ale teraz jak widać zabrali się za dzieci … i to jest żenada i skandal”. Natomiast Agacie Młynarskiej „pękło serce i nie była w stanie patrzeć, jak kosztem dzieci odbywa się ten cały zgiełk”.
Wszyscy mają trochę racji i nie przemawiają do nich nawet tłumaczenia dyrektora programowego TVN Edwarda Miszczaka, że to jest program otoczony opieką psychologów, nie jest nadawany na żywo i nikt w nim nie przegrywa (wręczane są nagrody pocieszenia). Bo tak naprawdę wystarczało nie korzystać z meksykańskiej licencji, a stworzyć swój własny autorski program. Najlepszym wzorem dla stacji powinno być nasze „Od przedszkola do Opola”. Po pierwsze była w nim wspaniała atmosfera, po drugie wszyscy oceniani byli w jednej kategorii (śpiew i ocena oklaskami publiczności), po trzecie nie było tam wygranych, którzy walczyli o dziesiątki tysięcy złotych. No, ale to był jeszcze klasyczny typ programu, w którym nie słupki oglądalności były najważniejsze.
