Wszystko wskazuje na to, że ostatnia afera z pobiciem producenta BBC zakończy żywot najbardziej popularnego programu motoryzacyjnego na świecie. Top Gear śledziło około 350 milionów widzów na całym świecie. Ich zainteresowanie zdobywano połączeniem brytyjskiego humoru z wyjątkowymi zadaniami i testami samochodów. Najważniejsze jest jednak to, że program potrafił zdobyć uznanie osób nawet nie interesujących się autami, którym wystarczyło niecodzienne podejście prezenterów do tematu.
BBC stanęła przed trudną decyzją, bo taką na pewno jest zlikwidowanie najbardziej dochodowego programu motoryzacyjnego na świecie (rocznie 875 milionów złotych). Każda inna telewizja publiczna nie miałaby wątpliwości (no może poza niemiecką), ale BBC tyle pieniędzy otrzymuje z abonamentu i zarabia ze sprzedaży licencji swoich programów, że może im być wszystko jedno. Choć i tak alarmujący jest dla nich spadek oglądalności o prawie 4 miliony widzów, gdy Top Gear’a zastąpił film dokumentalny.
Na razie BBC zawiesiła Clarksona i próbowała kontynuować show bez niego. Jednak nie zgodzili się na to współprowadzący Richard Hammond i James May (w myśl zasady jeden za wszystkich, wszyscy za jednego). Trudno się dziwić skoro Jeremy Clarkson to człowiek legenda, osoba która współtworzyła program od 27 lat. To on zmienił jego styl i ze zwyczajnego motoryzacyjnego show stworzył marką znaną wszędzie i wartą miliardy . A teraz Clarksona mieliby zastąpić Stephen Fry lub Alan Partridge. Przeciwni temu są widzowie, których petycja o przywrócenie prezentera w tydzień zyskała milion podpisów i została wręczona przez Stiga na czołgu.
Istnieją oczywiście inne wersje ja brytyjska (nawet rosyjska, czy chińska). Drugą najbardziej znaną jest Top Gear USA, który jednak nigdy nie zbliżył się poziomem do tego co prezentowali Brytyjczycy. Teraz w związku z całą aferą emisję zaczął francuski Top Gear (tylko wątpię czy francuski humor ma szansę podbić cały świat).
Wróćmy jednak do oryginalnego Top Gear’a. Rozwiązaniem dla programu ma być osoba nadzorująca zachowanie Clarksona. Ma ona go wspierać i pomagać we współtworzeniu show. Tylko, że stworzenie takiego stanowiska może paradoksalnie jeszcze szybciej zakończyć program. Mówimy przecież o kimś w rodzaju cenzora, a cały urok Top Gear’a polegał na tym, że prowadzący mieli całkowitą swobodę w wypowiadaniu swoich myśli, argumentów nawet gdy wydawały się bardzo kontrowersyjne lub niedorzeczne. I tak zamiast programu mówiącego m.in. o Meksykanach czyszczących baseny, nawigacji BMW prowadzącej tylko do Polski, samochodzie bardziej atrakcyjnym od rozbicia francuskiego Air Force One w fabryce fajerwerków, czy egzekucji pracowników służby publicznej, mielibyśmy nudną pogadankę o autach.
