Jak powinna wyglądać żałoba w telewizji?

Dzisiaj dzień, którego od jakiegoś czasu się obawiałem. Oczywiście mowa o piątej rocznicy katastrofy smoleńskiej. Katastrofy po której tylko na początku mieliśmy typową żałobę i pełną zgodę narodową. Później już stała się ona symbolem kłótni i coraz większego podziału, który nadal jest widoczny (nawet rodziny ofiar różnią się między sobą podejściem do wielu kwestii).

Telewizja informacje na temat katastrofy bardo szeroko komentowała. Jednak tu także widoczny jest wydźwięk pomiędzy pierwszymi dniami od zdarzenia (kiedy najważniejsze było oddanie hołdu i zaduma), a późniejszymi coraz częstszymi debatami politycznymi (lub dyskusjami ekspertów wysuwanych przez dwie tak różne strony). To wszystko sprawiło, że informacji o katastrofie można było mieć dosyć, bo przecież ile razy można słuchać kłótni w studiu (szczególnie że te wracały pomimo upływających miesięcy).

Czy można mieć pretensje do mediów i telewizji? I tak i nie. W końcu katastrofa była tak istotnym wydarzeniem w historii współczesnej Polski, że nie dało się o niej nie opowiadać (zresztą tego wymagali widzowie, ba niektórzy nadal wymagają). Z drugiej strony pokazywanie kłótni na wizji o coś co powinno być elementem zadumy trudno wytłumaczyć poza kwestią walki o oglądalność.

Pozostaje pytanie czy warto dzisiaj w ogóle włączać telewizor? Raczej tak, bo mam nadzieję że z powodu rocznicy to pamięć o osobach, którzy zginęli będzie jednak ważniejsza. Jeśli będzie inaczej to już lepiej gapić się tego dnia na czarny ekran telewizora.

Nasze telewizje mogłyby też brać przykład z Indii. Tam sytuacja była zupełnie inna (chodziło o zakazanie przez rząd emisji filmu dokumentalnego o gwałcie na studentce). Jedna ze stacji zareagowała na to w taki sposób, że przez godzinę (od 21 do 22) na ekranie widoczny był tylko czarny obraz z migoczącym płomieniem. Nie mówię, że taki płomień miałby w ogóle pojawić się w polskich stacjach, ale jest on już o wiele bardziej wartościowy od kolejnej kłótni na temat bądź co bądź katastrofy.