Targi w Cannes, czyli co nowego w telewizji?

Za nami kolejne targi formatów telewizyjnych w Cannes. To tutaj zjeżdżają się przedstawiciele telewizji z całego świata chcący pochwalić się swoimi pomysłami. Oczywiście nie robią tego bezinteresownie, gdyż można w taki sposób naprawdę nieźle zarobić sprzedając prawa do emisji już gotowych odcinków lub licencję na zrobienie czegoś podobnego np. w Chinach, Brazyli, czy Polsce.

Postronni widzowie z targów w Cannes mogą natomiast wyciągnąć wnioski na temat tego co już niedługo zagości na ekranach telewizorów w ich kraju. Obecne trendy są jasne. „Mali giganci” to dopiero początek czeka nas bowiem zalew programów z utalentowanymi dziećmi. Pisałem już o „The Voice Kids” (nad którym wprowadzeniem zastanawia się podobno TVP), jest jeszcze dziecięca „Twoja twarz brzmi znajomo”, ale bardziej misyjny z punktu widzenia Telewizji Polskiej może być znany już we Francji „Prodigies”.

W nim również występować będą uczestnicy poniżej 18 roku życia. Tyle, że tym razem prezentować będą muzykę klasyczną w trzech kategoriach. To znaczy zamiast śpiewać współczesne piosenki przedstawią arie. Zamiast hip-hopu zatańczą balet, no i wykażą się umiejętnościami gry na instrumentach orkiestrowych. Wszystko odbywać się ma na wypełnionej publicznością słynnej sali koncertowej, zaś członkami jury mają być znane osobistości ze świata muzyki klasycznej (tenorzy, dyrygenci, kompozytorzy).

Oprócz występów dzieci nadal ciekawić mają nas programy o pozytywnym wydźwięku, a także o eksperymentach i przetrwaniu w zaaranżowanych sytuacjach. Już niedługo w USA (dokładnie w National Geographic) pojawi się „The Raft”. To show kojarzy mi się w pewnym sensie z opisanymi już kiedyś gwiazdami atakowanymi przez rekiny. Tym razem dwóch uczestników znajdzie się na pontonie na środku oceanu, a kamery (dokładniej będący w pewnej odległości operator i sprzęt na łódce) śledzić będą jak w takiej sytuacji wyglądać będzie współpraca ludzi, którzy zupełnie się nie znają (m.in. będą musieli zdobywać pożywienie). Mimo wszystko za każdym razem widząc coś podobnego zastanawia mnie czy kiedyś na oczach milionów nie dojdzie do prawdziwej tragedii na żywo. Choć tak nawiasem mówiąc część widzów tylko po to ogląda takie programy, a później patrzy jak kolejny raz udało się komuś wyjść bez szwanku.

Inne ciekawe propozycje producentów to zamknięcie na jakiś czas kilku starszych celebrytów w zamku, gdzie przy okazji opowiadać będą niesamowite historii ze swojego życia („Stars in the castle”), szukanie żony nie dla rolnika, a dla pastora („Pray for love”), wysłanie skłóconych małżonków na wyprawę, z której nie wrócą jeśli się nie pogodzą („Surviving marriage”), obwoźny autobus z singielkami szukającącymi wybranków po wioskach („Babes on the bus”), czy uczestnicy przebrani za duże futrzane zwierzęta błąkające się po lasie będącym torem przeszkód („Wild things”). No cóż poziom może nie za wysoki, więc już lepiej promować muzykę klasyczną w wykonaniu dzieci lub amatorskich muzyków („Orchestra of the nation”). Tylko czy w Polsce będzie wystarczająco dużo chętnych widzów by takie przy okazji edukujące programy (z zakresu historii muzyki) mogły utrzymać się na rynku?