Informacje z dzienników płatne w Internecie

O kryzysie tradycyjnej prasy nie trzeba nikogo przekonywać. W Wielkiej Brytanii wystarczał jeden rok, by ogólnokrajowe dzienniki straciły aż 600 tysięcy czytelników. Ogólnie spadła sprzedaż każdej ze znaczących gazet w tym kraju, a w największym stopniu (spadek o 10%) oberwał tabloid „The Times”. Co akurat jest pozytywną oznaką, że Brytyjscy czytelnicy coraz rzadziej nabierają się na spłycanie przekazu.

Jak wygląda sytuacja u nas? Również coraz rzadziej sięgamy po dzienniki. Choć zamiast danymi sprzedażowymi możemy operować wynikami procentowymi czytelnictwa prasy codziennej (badanie przeprowadzono na wyjątkowo dużej grupie respondentów bo ponad 17,5 tysiąca). Te w ciągu roku spadły z 12,86% do 11,04% (różnica 1,82%). Natomiast w pierwszej dziesiątce podobnie jak w Wielkiej Brytanii nie ma dziennika,który zyskał by w stosunku do poprzedniego roku. Tyle, że w Polsce nie zrażamy się sensacyjnymi informacji tabloidów i „Fakt” jest najchętniej czytanym dziennikiem (11,04%). „Super Express” (4,12%) jest trzeci, a rozdziela je „Gazeta Wyborcza” (7,89%).

Jedynym wyjściem prasy na całym świecie jest więc flirtowanie z Internetem. Tam największe dzienniki swoje treści dziennikarskie zamieszczają od lat, a zarabiają z reklam wyskakujących na stronie. Doszło do pewnego rodzaju konfliktu gdy Internauci wcześniej wiedzą co pojawi się kolejnego dnia w gazecie. Nie tylko są na bieżąco, ale bez wysiłku (bo wystarczy kilka kliknięć i chęci przeczytania krótkiego artykułu) i za darmo mają coś za co zwyczajowo musieliby płacić i jeszcze chodzić do kiosków (nie liczę prenumerat).

Co w takim razie zrobić, by treści Internetowe nie odbijały się na ogólnej sprzedaży prasy papierowej? Sprawić, by trzeba było za nie płacić. W taki sposób wprowadzane są kolejne abonamenty i to nie tylko za e-czasopisma, ale też zwyczajne artykuły których bez wniesienia opłaty nie możemy doczytać do końca. W Polsce jedną z pierwszych firm, która coś takiego wprowadziła była „Agora” (w lutym ubiegłego roku). Od tego momentu dostęp do treści „Gazety Wyborczej” wykupiło 55 tysięcy odbiorców. Pozwoliło to zniwelować 4% spadek sprzedaży tradycyjnego dziennika.

Złośliwi mówią, że znaczną część abonentów stanowią instytucje publiczne, ale ewentualne 18 zł miesięcznie (bez promocji) od każdego to wystarczający zarobek. Kwestią sporną zawsze jest jednak to jaka kwota za dostęp do treści w Internecie jest właściwa i akceptowalna przez Internautów. I tak w badaniach w Wielkiej Brytanii wyszło, że o wiele bardziej zamożniejsi od nas mieszkańcy Wysp są skłonni płacić 92 pensy miesięcznie (podczas gdy oficjalna oferta „Timesa” to 6 funtów).

Inną metodą od wprowadzania dodatkowych opłat za treści w Internecie jest jednak tylko podnoszenie kwoty jaką czytelnik musi wydawać za każdy następny numer dziennika. W ciągle wspominanej Wielkiej Brytanii w tym roku podrożało już sześć dzienników (jak widać wydawcom nie wiele to pomogło). Ostatnio o 20 pensów (do 1,80 funta od poniedziałku do piątku i 2,70 w weekend). Tłumaczenie, że dodatkowe pieniądze wspomogą rzetelne dziennikarstwo są właściwe, ale wielu zwyczajnych czytelników nie satysfakcjonują. Dlatego może już lepiej płacić za treści w Internecie niż mieliby je finansować (przez coraz droższe gazety) tradycyjni czytelnicy.