Dla wielu pytanie zawarte w tytule może wydawać się dziwne. Przecież Internet nie jest reglamentowany i wieczorami nie da się go tak po prostu wyłączyć, no ale nie w naszym pięknym kraju. Jeśli jeszcze nie słyszeliście jedna ze stron Generalnego Inspektora Informacji Finansowej działa dokładnie w czasie pracy urzędników czyli od 8:30 do 15:30!
Mowa o specjalistycznej podstronie (działającej w taki sposób już od ponad 10 lat) dostępnej tylko dla logujących się notariuszy, przedstawicieli banków i innych instystucji finansowych. To za jej pomocą zgłaszane są wszystkie transakcje o wartości przewyższającej 15 tysięcy euro lub zdaniem instytucji podejrzane (mające znamiona prania pieniędzy). Więc teoretycznie nie ma problemu, bo nie mówimy o stronie dostępnej dla zwykłych użytkowników.
Tyle, że w obecnym świecie trudno zaakceptować stronę działająca tylko w wybranych godzinach. Do tego taką, której użytkowanie również jest skomplikowane. Po pierwsze każda z instytucji mająca login i chcąca zgłosić podejrzaną transakcję musi korzystać z przeglądarki Microsoftu Internet Explorer (ze względu na Active X). Wszystko fajnie tylko, że już teraz wiemy iż bliski jest jej koniec (w najnowszym Windowsie już jej nie będzie i co wtedy), a poza tym to znowu wymuszanie nawet na osobach, którzy po reinstalacji systemu używają IE tylko do ściągnięcia bardziej wydajnych konkurencyjnych przeglądarek, by korzystać z programu Microsoftu.
Kolejnym krokiem by wejść na omawianą stronę jest pobranie instrukcji ustawienia właściwych zabezpieczeń przeglądarki (instrukcji dostosowanej tylko do Windowsa 7 i Visty). Później pozostają jeszcze kwestie dodatku i certyfikatów do Internet Explorera, no i danych do logowania.
Na szczęście my obywatele możemy czuć się bezpieczni, bo jest szansa by podejrzaną transakcję zaraportować w innych godzinach (przez całodobowa skrzynka mailowa) gdy instytucje zajmujące się ściganiem takich przestępstw oficjalnie nie pracują. Jednak możliwość działania pewnych stron Internetowych w wybranych godzinach pomimo całego absurdu może ma jakiś głębszy sens. Wyobraźmy sobie jak pomogłoby to w walce z uzależnieniami od Internetu, albo ułatwiłoby odciągnąć dzieci od komputera. Jasne zasady dla wszystkich i coś skuteczniejszego od jakichkolwiek blokad rodzicielskich. Tyle, że wszyscy surfowaliby wtedy po sieci w godzinach pracy (albo korzystali z zagranicznych stron), a w Urzędach jeszcze trudniej byłoby coś załatwić (obowiązkowe przerwy, w działaniu strony, na kawę). No i przede wszystkim takie metody powstrzymywania Internetu stosują tylko państwa totalitarne.
