Najbardziej kontrowersyjne reality show – AlZaim

Po ostatnim opisanym przeze mnie programie „Young Imam” nadal zostajemy w kraju muzułmańskim. Tym razem przenosimy się na Bliski Wschód (dokładnie do Libanu), żeby poznać kolejny wyjątkowy program telewizyjny. Co więcej program, który bez problemu powinien się pojawić w naszej telewizji, bo pokazuje od zupełnie innej strony polityków i kwestie polityki.

„AlZaim” (tłumaczyć można jako „Lider”) to dokładnie polityczne reality-show libańskiej telewizji Al Jadeed (emitowane w 2013 roku). Sam program można nazwać swoistymi prawyborami. 15 uczestników walczyło o to, który z nich zostanie kandydatem i weźmie udział w wyborach parlamentarnych. Co więcej stacja telewizyjna zadeklarowała się ufundować całą kampanię wyborczą zwycięzcy. Natomiast jeśli myślicie, że to żart to pomyślcie iż w pierwszym odcinku w studiu pojawił się nawet prawdziwy prezydent Libanu, żeby dopingować uczestników show (zaś po ośmiu tygodniach medal za zwycięstwo wręczał były premier tego kraju).

Cały program miał właściwą otoczkę. W finale odbyła się nawet debata kandydatów, w której pytano o problemy korupcji, prawa pracowników, czy prywatyzację. Wcześniej uczestnicy musieli m.in. wymyślić własne hasło kampanii (wygrało proste „Change, change”), uciekać przed krytycznymi wyborcami goniącymi ich z nożem, rozdzielać zwaśnione grupy, poradzić sobie z uzbrojonym w broń zamachowcem i pokazać, że potrafiąwłaściwie poprowadzić ewentualną kampanię (rozdawano ulotki na Uniwersytecie, czy przekonywano mieszkańców swojej wioski).

Zadaniem „AlZaim” było zwrócenie uwagi młodych ludzi na politykę (patrząc na wyniki oglądalności i ilość otrzymanych głosów to się udało). Młodzi mieszkańcy Libanu nie tylko się nią nie interesują, ale również nie startują w wyborach, a scena polityczna kraju jest wręcz „scementowana” (średnia wieku 70 lat, dochodzi do tego niska chęć udziału w głosowaniach). Choć najbardziej kontrowersyjne w programie było robienie z poważnego głosowania do parlamentu zabawy, a dla widzów występy jednej z piosenkarek i modelek Myriam Klink, to moim zdaniem problem całego formatu leży gdzie indziej.

Chodzi oczywiście o pewien rodzaj propagandy i silne zaangażowanie polityków w program. Władze Libanu ociepliły swój wizerunek i „pogrzały się trochę w blasku sławy”, na którą wcześniej nie mogli liczyć. Nawet ostateczny wybór zwycięzcy mógł wydać się przemyślany. Oto wygrała kobieta, symbol odważnego młodego społeczeństwa (chcącego zmian). No i przede wszystkim w trakcie emisji show wszystkie problemy polityczne kraju zeszły na drugi plan. To właśnie dlatego uważam, że taki program znakomicie sprawdziłby się w Polsce (a widzowie/wyborcy we wszystko by uwierzyli). Posłowie już nie mogliby się doczekać aż podprogowo przekonają do siebie obywateli, a że łączenie reality show z polityką u nas nie jest nowe pokazują przecież przykłady np. Bartosza Arłukowicza („Agent”), czy Janusza Dzięcioła („Big Brother”).