Czesi wydają się nam mało kontrowersyjnymi ludźmi. Widać to także w ich telewizji. Tu czekają na nas raczej pełne humoru lub spokojne i wyważone programy. Przecież trudno uwierzyć, żeby twórcy „Krecika”, czy „Sąsiadów” chcieli zszokować cały świat. Czy mity te obala najnowszy program „Urlop w protektoracie”?
Reality show przygotowano specjalnie na 70 rocznicę zakończenia drugiej wojny światowej. Zasadniczo program polega na tym, że jedna wielopokoleniowa rodzina (wybrana w castingu) zgodziła się przenieść do specjalnie zaaranżowanego domu, w którym będzie żyć tak jak Czesi w 1939 roku. Natomiast telewizja pokaże ich dwumiesięczne perypetie w ciągu ośmiu odcinków (pierwszy już 23 maja).
Podjęcie tematu drugiej wojny światowej w taki sposób może różnie się skończyć. Na myśl przychodzi mi przede wszystkim brytyjski sitcom „Heil Honey I’m Home!”, w którym głównymi bohaterami byli Adolf Hitler i Ewa Braun. Zaś całość opierała się na typowych żartach związanych z konfliktami sąsiedzkimi (w końcu za ścianą mieszkała rodzina żydowska). Kontrowersje i niski poziom dowcipów sprawiły, że program wycofano już po 1 odcinku (który do tej pory można zobaczyć w sieci). Poza tym dla widzów w 1990 roku przedstawianie nazistów jak zwyczajnej rodzinki graniczyło z dobrym smakiem.
Wróćmy jednak do naszych południowych sąsiadów. Czeska telewizja przygotowując „Wakacje w protektoracie” zarzeka się, że zależy jej na aspekcie typowo edukacyjnym. Pierwszy odcinek ma się nazywać „Witajcie w piekle”, a rodzina uczestnicząca w programie będzie dowiadywała się więcej o czasach, w których się znalazła (dokładnie 15 marca 1939, okupacji i stworzenia Protektoratu Czech i Moraw).
Czechom zależy na tym, żeby z tragicznej historii się nie śmiać, a uświadamiać widzów (szczególnie tych młodych) dla których sytuacje przedstawione w programie są nie do pomyślenia. Ważna ma być więc historyczna prawda, a jedyną kontrowersją przygotowaną przez producentów jest tytuł „Urlop w protektoracie”, który ma zapewnić większą oglądalność.
Na razie wiemy, że rodzina biorąca udział w programie (Lustyk-Docekal) za udział dostanie milion czeskich koron. Zaś podczas każdego odcinka będzie się zmagać z problemami społeczeństwa okresu wojennego. Otrzymają różne dyrektywy, dzielić się będą niewystarczająca ilością kartek na jedzenie, a także żyć pod presją okupanta. Wiadomo, że będą aktorzy odgrywający role żołnierzy, donosicieli, szantażystów, burmistrza miasta, czy Gestapo. Ogólnie wszystkich należy się bać.
Zanim więc zaczniemy (tak jak to robią różne media) krytykować i wyśmiewać ten projekt telewizyjny, poczekajmy do pierwszych odcinków. Bo być może po raz pierwszy pojawił się program, który z historią dotrze do każdego pokolenia na całym świecie. Nadzieję na to dają historycy pracujący nad jego produkcją i psychologowie nadzorujący całe przedsięwzięcie. Natomiast jeśli „Urlop w protektoracie” się uda nie widzę przeszkód by coś podobnego powstało w polskiej telewizji (również jak w Czechach publicznej).
